W życiu
nieustannie doświadczamy opieki Opatrzności. Jest ona zdumiewająca
i zawsze prowadzi nas nieomylnie do właściwego celu. Wiara w nią
daje nam pewność, że cokolwiek się z nami dzieje, zawsze
pozostajemy pod Boską opieką. Człowiek wierzący powinien być
przekonany, że w jego życiu nie ma przypadków. Dlatego jego właściwą
postawą jest bezwarunkowe zaufanie Bogu i całkowite zdanie się na
Niego.
Przykładem takiej wiary jest życie założyciela
Zgromadzenia Księży Marianów - o. Stanisława Papczyńskiego. Doświadczył
on szczególnej opieki Opatrzności, kiedy był jeszcze w łonie
matki. Pewnego razu jego matka Zofia, tuż przed wydaniem syna na świat,
wracając z Nowego Sącza do Podegrodzia, przepływała łodzią z
przewoźnikiem przez wezbrane wody Dunajca. Ta niespokojna rzeka była
kiedyś szeroka i nieuregulowana, dlatego przepływanie przez nią
podczas burzy wiązało się z dużym niebezpieczeństwem. Nagle
zerwała się burza. Fale uderzały w łódź z taką siłą, że
Zofia wpadła do wody i groziło jej utonięcie. Cudem wtedy ocalała;
wkrótce potem wydała na świat syna.
Ojciec Papczyński wielokrotnie doświadczał
opieki Opatrzności we wczesnym dzieciństwie, jak też w całym życiu.
Pewnego razu wylał się na niego gorący rosół, tak że
oparzeliny pokryły znaczną część jego ciała; rany wygoiły się
za łaską Bożą bez pomocy lekarzy. Dwa razy padł ofiarą
epidemii - leżał nieprzytomny, ale odzyskał zdrowie. Kiedy miał
10 lat, spadł z wysokiej drabiny i dotkliwie się zranił, lecz wkrótce
wrócił do zdrowia.
Wyjątkowej opieki Opatrzności Bożej doznał o.
Stanisław w czasie pobytu we Lwowie, dokąd udał się w celu
kontynuowania nauki. Zapadł wtedy na febrę, a potem całe jego ciało
pokrył świerzb, z powodu którego nie mógł znaleźć mieszkania.
Przez dłuższy czas, ledwie żywy, błąkał się w takim stanie po
ulicach miasta, żebrząc o jałmużnę i przytułek. W tym smutnym
położeniu liczył tylko na pomoc Bożą i usilnie jej przyzywał.
Wtedy właśnie Bóg zesłał mu nieznanego towarzysza, który się
nim zaopiekował. Dzięki wstawiennictwu Matki Najświętszej, przez
którą zawsze zwracał się do Boga, o. Stanisław wyzdrowiał.
Później, jako założyciel Zgromadzenia Księży
Marianów, o. Papczyński stale był prowadzony przez Opatrzność
Bożą. Było zatem jakby naturalnym biegiem rzeczy, że właśnie
Opatrzność "otrzymał" w testamencie od swego biskupa
ordynariusza Stefana Wierzbowskiego.
Przy Wieczerniku Pańskim w Nowej Jerozolimie
(dziś Góra Kalwaria) powstało wówczas za aprobatą Stolicy
Apostolskiej Bractwo Boskiej Opatrzności. Wstąpiło do niego wiele
wybitnych osób, które 4 razy w roku święciły z wielkim
entuzjazmem uroczystość Boskiej Opatrzności. Natomiast codzienne
doświadczenie wykazało, że Opatrzność Boża była najlepszą
patronką klasztoru marianów, bo gdy nieraz zabrakło dochodów
innym klasztorom, lepiej uposażonym, Wieczernik Opatrzności Bożej
miał zawsze pod dostatkiem żywności i innych rzeczy koniecznych
do życia zakonnego.
Wdzięczny Opatrzności za opiekę, o. Stanisław
sam także podejmował czyny miłości i miłosierdzia. Kochał
bardzo ubogich, wzruszał się ich nędzą i na wszelki sposób
starał się zaradzić ich potrzebom. Odwiedzał szpitale, rozdzielał
jałmużnę, wspomagał sieroty i wdowy, ubogim dziewczętom wstępującym
do klasztorów zapewniał posag. Również Bracia Mniejsi
[franciszkanie] doświadczali dobroczynności o. Papczyńskiego. Gdy
byli w potrzebie, dostarczał im żywności i drewna na opał.
Nazywano go powszechnie "Ojcem ubogich". On jednak, dając
jałmużnę, mawiał, że daje ją Panu Bogu na procent. Opatrzność
Boża nigdy go nie zawiodła, bo wiele razy, gdy najmniej się tego
spodziewał, zsyłał Bóg jałmużny na potrzeby jego i współbraci.
Żarliwy czciciel Założyciela Zgromadzenia Księży
Marianów, o. Kazimierz Wyszyński, mówił później o szczególnym
błogosławieństwie, jakiego doświadczali miłośnicy o. Papczyńskiego.
Wyznawał: "Nadziwić się nie mogę przedziwney Opatrzności
Boskiey około mnie, gdym się szczerze począł krzątać około
promocyi procesu [beatyfikacyjnego] Czcigodnego Ojca Naszego Założyciela
(...), zaraz Pan Bóg zaczął nam udzielać wyjątkowych łask"
, np. uzyskanie środków na dźwignięcie z ruin Wieczernika, nowe
fundacje w Rzeczypospolitej, szczęśliwe zakończenie sprawy z ks.
Stefanem Turczynowiczem, który występował przeciwk
o