|
Z
Niepokalaną
... w nadziei zbawienia Jesień
3(27) 2001
Stworzeni do nieśmiertelności... Andrzej
Dziedziul MIC
Nadzieja zbawienia ma wpływ na nasze życie, jeżeli
jest żywa. Opiera się ona o autorytet samego Boga żyjącego.
Dlaczego więc u tak wielu wierzących nadzieja nie ma widocznego wpływu
na ich życie? A dlatego, że nie mieli oni osobistego spotkania z
Bogiem.
Żywa nadzieja kształtuje się przez kolejne doświadczenia
pomocy Bożej otrzymanej dzięki codziennej ufności w obietnice
Boga. Jeżeli już jest takie doświadczenie nadziei tu, na ziemi,
to czyż nie ufać w niepojęte dobra nam obiecane w wieczności
przez Boga , którego odkrywamy jako bliskiego Ojca?
Śp. Ania, lat 52. Wychowała dwójkę dzieci.
Jej mąż zmarł dużo wcześniej. Sama musiała radzić sobie z
wychowaniem dzieci oraz ze znalezieniem odpowiednich funduszy.
Cieszyła się, że oboje mają już współmałżonków oraz własne
mieszkanie jako zasadniczą pomoc do ułożenia przyszłego życia.
Ania sama nie wiedziała, skąd udało się zdobyć tyle potrzebnych
pieniędzy. Mówiła, że Bóg się o to zatroszczył. Miała też
czas, aby pomagać w Kościele przy bielankach. Jej córki wspominają,
że dziewczynki nazywały ją "ciocią", która szyła
stroje, gotowała na wyjazdach letnich i interesowała się
wszystkimi dziećmi.
Ania żyła nadzieją zbawienia. Jak mówiła,
dzięki tej nadziei nie bała się śmierci, raczej tylko trochę
cierpienia. Wielokrotnie rozmawialiśmy o wieczności. Kilka razy
prosiła mnie, abym był na jej pogrzebie. Kiedy mówiła o
pragnieniu przebywania z Jezusem, była niezwykle ożywiona.
Potrzebowała dużo ciepła, przytulenia, trzymania za rękę, ale
też i sama obdarzała innych poczuciem bliskości. Było w niej coś
promiennego. Przeczuwałem, że przejdzie do Pana w Niedzielę Miłosierdzia
Bożego. Tak się stało. Córce Ani śniło się przed pogrzebem
matki, że wybiera się na wesele.
Śp. Wiesia, lat 46. Była kobietą samotną. Po
roku pracy, gdzie była bardzo lubiana, koleżanki i koledzy fundują
wieńce na jej grób. Cierpiała po cichu. Jak to bywa u dobrych
ludzi, martwiła się o swoją mamę i siostrę, że muszą tyle koło
niej biegać. Bolało ją, że nie może się im odwdzięczyć.
Kiedy 2 dni przed śmiercią na to pragnienie odwzajemnienia się
powiedziałem jej o tajemnicy świętych obcowania, uradowała się.
Szczególnie podkreśliłem tajemnicę miłości, która po śmierci
powinna się jeszcze rozszerzyć. Kilka miesięcy po odejściu Wiesi
dowiedziałem się od jej rodzonej siostry, że Wiesia przyjęła tę
prawdę. Dlatego też obiecała, że z tamtej strony zajmie się długami
i problemami żyjących bliskich. I spełniła swoją obietnicę, mówiła
o tym z przejęciem jej siostra. Prawda o zbawieniu to także dobra
nowina o miłości po śmierci.
Śp. Ola Gabrysiak, znana jako doktor Ola. Jestem
Bogu wdzięczny za tę znajomość. Często o niej mówię. Zresztą,
nie tylko ja. Już w 6 lat po tragicznej śmierci Oli przygotowywany
jest proces beatyfikacyjny. U Oli nadzieja zbawienia była niezwykle
silna. Była to coraz głębsza i intymniejsza komunia z Jezusem, który
jest tajemnicą nadziei zbawienia. To szaleństwo miłości u Oli
obejmowało też trudną zgodę na niezrozumienie u wielu pobożnych
ludzi. Szczytem jej zaufania była tajemnica zgody na wolę Bożą,
aby oddać życie w sposób gwałtowny. Nadzieja zbawienia budowała
się przez ciągłe "ryzyko" zawierzania Bogu w różnych
sprawach przerastających możliwości innych ludzi. Ola, sama
o kulach, po wielu operacjach, była tytanem pracy przynoszącym ciągle
nowe owoce. Wiele dzieł w Elblągu powstało dzięki jej
zawierzeniu, np. dom samotnej matki, grupy Anonimowych Alkoholików,
grupa hospicyjna, udało się zorganizować pierwszą Wigilię dla
biednych w domu Oli, także założono telefon zaufania dla kobiet w
stanie błogosławionym, odrzuconych przez mężczyzn lub rodzinę;
to miała być posługa Oli na ewentualne przykucie do łóżka. A
ile razy ta kobieta uczyła się zawierzać Opatrzności, rozdając swoje
pieniądze przed końcem miesiąca.
Największym jej bólem były porażki w
wychowywaniu adoptowanej córki. Ale i to, mimo ogromnego
cierpienia, potrafiła przyjmować w świetle wieczności. I te jej
spokojne oczy, niosące ufność tak wielu biednym ludziom,
poranionym i przekreślonym przez innych. Świadczą o tym liczne świadectwa
zebrane po śmierci Oli. Tajemnicą owocności jej życia była
codzienna Eucharystia jako zadatek wiecznej uczty.
W tamtym roku zmarł na raka 20-letni Piotr. Miał
wielu kolegów, dziewczynę. Powszechnie go lubiano. Zadziwiające
było to, że 4 dni przed śmiercią powiedział mamie, iż już
wszystko zrobił i za kilka dni już go tu nie będzie. Przyjął
sakramenty. Przedostatniego dnia grał jeszcze wesoło w karty z
kolegami. U Piotra nadzieja zbawienia objawiała się spokojem i
zwyczajnością życia do ostatniej chwili.
Podane przykłady dotyczą dość szczególnych
sytuacji. Nadzieja zbawienia obejmuje wiele zwyczajnych spraw. Człowiek
opierając się na takiej nadziei, może podejmować wiele trudu bez
nagrody tutaj, na ziemi, może być szczęśliwy, nic nie posiadając
tutaj, bo już otrzymuje pierwsze dary wieczności. Jak powiedział
nasz Pan: "Kto opuści (...), stokroć więcej odziedziczy
(...), wśród prześladowań, i życie wieczne".
|