|
Z
Niepokalaną
... powołani do świętości
Lato 2(30) 2002
Droga uświęcenia w
rodzinie Monika i Dobiesław
Romaniukowie
Ołtarz domowego stołu
W Roku Jubileuszowym ciułaliśmy pieniądze, aby
spotkać się z Papieżem w czasie jego pielgrzymki do Ziemi Świętej.
Kiedy jednak przeszkody wydały nam się większe od naszych pragnień,
całą zaoszczędzoną kwotę przeznaczyliśmy na zakup, o którym
od dawna marzyliśmy. Wyrzuciliśmy z domu niewygodną ławę, a na
jej miejscu wyrósł stół - taki prawdziwy, staromodny, przy którym
każdy ma swoje miejsce. I goście, i Tata, i pierworodny syn po
prawicy ojca i dziewczynki obok Mamy, i nawet babcia Basia i
prababcia Bolcia, które już są u Pana Boga w niebie. Na takim
stole można położyć siano pod białym obrusem albo postawić
krzyż, gdy chodzi ksiądz po kolędzie, i świece, i Biblię.
Przy stole zaczynamy rodzinne laudesy.
Świece zapala Mama, Dominika czyta antyfony, bo jest już uczniem I
klasy, Kasia jej zazdrości i choć nie chodzi jeszcze do "zerówki",
próbuje składać literki w swojej Biblii z obrazkami. Jeszcze młodszemu
Jasiowi najlepiej wychodzi śpiewanie. Pożycza od małej Basi
grzechotki i drze się w niebogłosy: "Chwalcie Go na cymbałach
brzęczących, wszystko co żyje niech wielbi Pana..." Odkładamy
gitarę i grzechotki. Otwieram Biblię i czytam, a dzieci otwierają
buzie i słuchają: o królu Nabuchodonozorze, który
najpierw był zły i wrzucił trzech młodzieńców do ognistego
pieca, a potem się nawrócił bo zobaczył, że Bóg ratuje swoich
ufnych wiernych, albo o Mojżeszu, który miał mówić do skały,
albo jak Pan Jezus zmienił wodę w wino. Można też rozmawiać o
wielkich małych zmartwieniach i małych wielkich radościach. Potem
dzieci modlą się jak dzieci - od serca: "Dziękuję Ci za Tatę
i Mamę, za wujka Witolda, który wygląda pięknie, kiedy odprawia
Eucharystię, za chrzestnych, a ja Cie plose za mojego psyjaciela
Wojtka..., i jeszcze za tych panów, co nam ukradli lampy w
samochodzie..."
Przy stole nawet obiad smakuje inaczej. Pod
baldachimem stołu dzieci bawią się w dom, przy stole nasz uczeń
czyta Małego Księcia, a czasem gramy w chińczyka czy
Monika siada do swojej pracy, rozkłada kalki z rzutami i
przekrojami... Tyle się wokół tego stołu dzieje cały Boży dzień.
A kiedy dzieci pójdą spać, możemy usiąść,
popatrzeć na siebie i wybaczyć wszystkie pretensje i
pokrzykiwania, które nas oblepiły od rana. W przebaczaniu doświadczyć
Chrystusa, co zasiada z nami, chwilę pomilczy, a potem bierze za ręce
mówiąc: "Zrobiło się późno, chodźcie no już spać".
Ołtarz małżeńskiego łoża
Bóg objawia się nam nieoczekiwanie tam, gdzie
najmniej się tego spodziewamy. Uczymy się doświadczać Jego
"Ja Jestem" w tajemnicy naszej płciowości i misterium
przekazywania życia. Czy może być w małżeństwie coś bardziej
sakralnego?
Czasami myślimy, że dzieci są dla nas darem,
na który nie zasługujemy. Czujemy zarazem, że Bóg bardzo nas
kocha i bardzo nam ufa, skoro zechciał powierzyć nam cztery
niepowtarzalne istotki, tak różne i piękne.
Szczególnie gdy urodziła się Basia, doświadczyłam,
jak to cudownie uczestniczyć w "stwarzaniu" z Bogiem.
Dostrzegłam w tym maleństwie, takim bezradnym, tak w zupełności
zdanym na mnie - nowego, wyjątkowego człowieka: moje dziecko, a
jednocześnie dziecko Boże. Dopiero przy tym czwartym dziecku czuję
się bardziej wolna. Nie snuję już tak kategorycznych planów:
jakie ma być moje dziecko, kim powinno być. To Bóg jest moim
Ojcem, który wie, co dla mnie i mojego życia jest najlepsze.
Doprawdy, taka ufność jest wyzwoleniem i nadzieją pełną radości.
Ołtarz wspólnej Eucharystii
Nie należymy do par, które rozumieją się bez
słów. Nasze rozmowy często przeradzają się w kłótnie.
Nieporozumienia wynikają pewnie z tego, że zupełnie inaczej myślimy,
mamy inne spojrzenie na wiele spraw. Jednocześnie jesteśmy dla
siebie jakby lustrem, które przez codzienną bliskość wyraziściej
odsłania nasze cechy. Gdy się zapędzimy w egoizmie, wzajemnym
udawadnianiu pierwszeństwa swoich racji, przychodzi nam z pomocą
eucharystyczny znak pokoju. Kiedy zasiadamy przy stole słowa Bożego,
uczymy się słuchać, co z kolei pomaga nam wysłuchiwać siebie
nawzajem. Jeśli Bóg nam wybacza i zaprasza na ucztę, to dlaczego
my nie mielibyśmy być bardziej wyrozumiali dla siebie? Patrząc na
nasze życie, trudno nie wierzyć, że Bóg w swoim zamyśle
przeznaczył nas dla siebie nawzajem, abyśmy wzywali się do nawrócenia,
ale także byśmy byli dla siebie znakiem Bożego przebaczenia. Małżeństwo
ciągle nas stwarza, kształtuje, uczy, i prowadzi do świętości. |