|
Z
Niepokalaną
... wobec końca świata
Jesień 3(31)
2002
POCIĄGAŁ DOBROCIĄ...
Wspomnienie o ks. Leonie Szelągu MIC jego wychowanka bp. Zbigniewa J. Kraszewskiego
Przez 8 lat (1931-39) chodziłem do szkoły Księży Marianów w Warszawie na Bielanach. I tam właśnie poznałem dzielnego kleryka, a później księdza Leona Szeląga, naszego wychowawcę.
Ksiądz Leon wyróżniał się odwagą, pobożnością i niezwykłą dobrocią serca. bogu niech będą dzięki, że miałem takich wychowawców na Bielanach. Tam po ukończeniu gimnazjum i liceum typu humanistycznego zdałem w 1939 r. maturę.
Wybuchła wojna, i my, dawni lub aktualni bielańczycy organizowaliśmy od października 1939 r. opór wobec okupanta niemieckiego, tworząc podziemie walki w wrogiem. Jednym z naszych przywódców był ks. Leon Szeląg. Był kapelanem organizacji podziemnej, a potem kapelanem AK w czasie Powstania Warszawskiego, razem z ks. Stefanem Wyszyńskim, późniejszym kardynałem, prymasem Polski, i z ks. Jerzym Baszkiewiczem, kapelanem oddziałów leśnych w Puszczy Kampinoskiej.
W dniu 8 maja 1945 r. wojna się skończyła. Niestety, rozpoczęła się nowa okupacja, tym razem sowiecka. Ksiądz Leon wraz z innymi księżmi pracował dalej na Bielanach w coraz trudniejszych warunkach. Poza pracą wychowawczą organizował Sodalicje Mariańskie wśród młodzieży akademickiej. Jako moderator Sodalicji urządzał obozy letnie i zimowe w górach. Jako kleryk Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie pomagałem mu w ich organizowaniu; wtedy to podziwiałem jego oddanie tej pracy. Trzeba było starać się o wszystko. Sam widziałem, jak dźwigał z dołu, z Zakopanego, ciężkie produkty żywnościowe dla swoich studentów.
Ksiądz Leon Szeląg pracował bardzo gorliwie jako moderator Sodalicji Mariańskich w Warszawie, co nie podobało się władzom komunistycznym. Praca wśród młodzieży i szerzenie czci Matki Boskiej było traktowane przez komunistów jako kryminał. Nic dziwnego, że pewnego dnia aresztowali oni ks. Szeląga jako "wroga ludu". Siedział w więzieniu 8 długich lat! Jak mi później opowiadał, maltretowano go i torturowano na różne sposoby. Był nieugięty, i za to przedłużono mu więzienie nie o kilka miesięcy, lecz o kilka lat!
Wyszedł z więzienia nie złamany ani fizycznie, ani psychicznie! Był człowiekiem bardzo silnym i odważnym, co docenili jego współbracia, księża marianie, kiedy wybierali go na prowincjała. Pełniąc tę funkcję, ks. Szeląg rozwinął szeroką działalność nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach. Urodzony był za Bugiem, który po wojnie stał się granicą Polski. Jeździł więc ks. Szeląg w swoje rodzinne okolice i podtrzymywał ducha polskiego oraz budował kościoły, mimo wszelkich trudności w ZSRR. Szczególnie dbał o kościół w Pieliszczach, które otaczał wyjątkową opieką. Odprawiał tam Mszę św. i różne nabożeństwa po kryjomu, za co groziła mu znowu kara więzienia albo zsyłka na Sybir. Nie bał się i bronił wiary katolickiej oraz polskości na tych wschodnich terenach.
Jako prowincjał ks. Leon Szeląg pojechał również do Ameryki, aby nawiązać kontakty ze swoimi mariańskimi współbraćmi z Ameryki. Wyniósł stamtąd dużo doświadczeń, które mu się później przydały w pracy.
Z czasem zamieszkał w Sulejówku, gdzie Księża Marianie mają jedną ze swoich posiadłości. Nie było tam wówczas kościoła, jak dzisiaj, ani obszernego klasztoru, jedynie na strychu maleńka kaplica. Ale ks. Leon i z tego był zadowolony. Często przyjmował mnie w Sulejówku, jako przyjaciela, często odprawiałem tam u niego rekolekcje. Było niezwykle przyjemnie i po prostu uroczo!
Mimo prześladowań ze strony komunistów, którzy dalej uważali ks. Szeląga za swojego wroga, kapłan ten organizował zjazdy bielańczyków, czyli byłych uczniów kolegium na Bielanach. W tym celu przerobił zwykłą, drewnianą szopę na salę i doprowadził do kilku naszych spotkań w niezwykle serdecznej atmosferze. To było właściwe dla ks. Leona; przy bardzo skromnych środkach materialnych potrafił swoją dobrocią pociągać nas wszystkich.
Przychodzili do niego i bielańczycy, i jego wychowankowie z Sodalicji Mariańskich, jak również kombatanci i współwięźniowie polityczni, z którymi 8 lat przebywał w ciężkim więzieniu tylko za to, że był dobrym księdzem, Polakiem - katolikiem.
Dla wszystkich starał się być ojcem najlepszym, opiekunem i przyjacielem. Czuło się w jego postawie miłość do Boga i Ojczyzny naszej umiłowanej - Polski. Był wierny swoim ideałom, a szczególnie miłował Maryję - Niepokalaną, zgodnie ze swoim powołaniem zakonnym. I takim pozostaje w naszej pamięci.
|