|
Z
Niepokalaną
... przyjmijmy Zbawiciela
Zima 4(32) 2002
Doświadczyć prawdziwej Paschy
Oprac. Rafał Zalewski MIC
Redakcja Z Niepokalaną w nawiązaniu do hasła przewodniego bieżącego numeru przeprowadziła sondę wśród wiernych, by uzyskać odpowiedź na
pytanie: CO DLA CIEBIE ZNACZY PRZYJĄĆ ZBAWICIELA? Poniżej zamieszczamy niektóre z wypowiedzi, m.in. ukazującą przyjęcie Zbawiciela przez Kazachów:
Krzysztof Babik MIC, kleryk III roku
- Dla mnie przyjąć Zbawiciela, to przyjąć Jego receptę na moje szczęście – miłość, przez którą chce mnie zbawić. Przyjęcie Zbawiciela to moja zgoda na Jego warunki, to akceptacja mojej historii życia z wiarą, że jest ona Jego prowadzeniem mnie do szczęścia, szczęścia wiecznego. Przyjąć miłość Chrystusa to samemu stać się miłością, promieniować nią, rozsiewać ją wokół. Przyjęcie Zbawiciela to również współdziałanie z Nim i uczestnictwo w Jego dziele zbawienia. Jest to wreszcie moja akceptacja jego nauki i życie nią, aby stać się „nosicielem” Zbawiciela, co jest równoznaczne z nieustannym stawaniem się samym Chrystusem przez całkowite upodobnienie się do Niego. Jeśli przyjmuję Zbawiciela, to staję się też człowiekiem dla drugiego człowieka, czyli wdrażam w moje życie największe przykazanie Boże: „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”.
Agnieszka Lisiecka, studentka prawa
- Kilka lat temu, będąc na rekolekcjach oazowych, uczestniczyłam w nabożeństwie, podczas którego „przyjmowaliśmy” Chrystusa jako naszego Pana i Zbawiciela. Oddawaliśmy Mu w opiekę całe swoje życie, a wyrazem tego był znak krzyża, który kreślili nam na czole wszyscy ci, którzy wcześniej przyjęli Chrystusa jako swojego Pana. To był bardzo podniosły moment. Ale przyjęcie Zbawiciela to dla mnie nie tylko chwile wzruszenia w kościele w czasie uroczystego nabożeństwa. To codzienne zmagania - czasem chwile radosne, czasem trudne, ale zawsze z Nim. To szukanie, odnajdywanie i pełnienie woli Bożej każdego dnia. A co w zamian? Gdy przychodzę do Boga z wiarą i ufnością, otrzymuję zawsze więcej, niż się spodziewam, czasem nawet więcej, niż potrzebuję...
Siostra Anna Musiał RSCJ (Zgromadzenie Najświętszego Serca Jezusa - Sacré Coeur)
- Na kolejnych etapach mojego życia doświadczałam w różny sposób przyjęcia Zbawiciela. Dziś oznacza to dla mnie odkryć i zachwycić się nieskończoną hojnością Boga w najdrobniejszych szczegółach mojego życia, otworzyć się na Jego przemieniającą miłość, którą otrzymuję nie w nagrodę, ale za darmo. To zgodzić się na to, że On obejmuje spojrzeniem całą moją drogę, podczas gdy ja widzę tylko jej kawałek, oraz uwierzyć, że nawet te wydarzenia, których teraz nie rozumiem, mają swój najgłębszy sens. Przyjęcie Zbawiciela to także rezygnacja z moich planów i zgoda na to, aby Bóg mnie prowadził, ponieważ On lepiej wie, co jest dla mnie dobre. Przyjąć Chrystusa-Zbawiciela, to doświadczyć w sobie prawdziwej Paschy, to pozwolić obdarować się i ogarnąć miłości.
Ksiądz Łukasz Kadziński, neoprezbiter
- Przyjąć Zbawiciela, to dla mnie przede wszystkim doświadczyć samemu, że jestem zbawiony, zanurzony w Jego miłości. To uznać, że nic w moim życiu nie dzieje się bez sensu ani przypadkiem. Jeżeli przyjmuję do końca drogę Jego powołania, docieram do samej jej istoty i idę nią, pozostawiając wszystko Jemu. Niezależnie od tego, jak jestem grzeszny, uznając, że On jest moim Panem, mogę Go prosić o cokolwiek. Codziennie jest to Jego propozycja dla mnie – każdego dnia mogę posługiwać, umierać i iść ku zmartwychwstaniu, wchodząc w ślady, drogę, powołanie i misję Jezusa. Przyjęcie Zbawiciela to moje rozeznanie i akceptacja powołania oraz chęć bycia dyspozycyjnym na to, co On daje, z jednoczesnym porzuceniem wszelkich zabezpieczeń.
|