|
Z
Niepokalaną
... stajemy się
apostołami Miłosierdzia Bożego
Jesień 3(35) 2003
Ksiądz Julian Chróściechowski MIC
Od Bożego Miłosierdzia nie ma ucieczki Wincenty Łaszewski
Wielokrotnie nagradzany film o orędziu Miłosierdzia Bożego skierowanym do współczesnego świata nosi znamienny i trudny do przetłumaczenia tytuł – „Divine Mercy – no escape”. Jak to powiedzieć po polsku? „Boże Miłosierdzie – bez możliwości ucieczki”?
„Nie uciekniesz przed Bożym Miłosierdziem” „Boże Miłosierdzie – nie ma wyjścia?” Jeden człowiek wytłumaczył ten tytuł w sposób doskonały; uczynił to całym swoim życiem. To ks. Julian Chróściechowski MIC.
Tylko nieliczni wiedzą, że anonimowy bohater pierwszej sceny tego obrazu ma konkretne nazwisko, własne imię i osobistą historię. Trwa likwidacja Pawiaka. Więźniowie stoją pod eskortą esesmanów. Wpychani na ciężarówkę, są wywożeni na zagładę. Szczeka czarny wilczur trzymany na krótkiej smyczy. Jego ujadanie zagłusza krótkie komendy Niemców. Na końcu malejącego sznura więźniów stoi młody mężczyzna. Niespodziewanie zaczyna rozglądać się wokół, czyni niepewny krok do tyłu, potem następny i jeszcze jeden. Odwraca się i starając się nie tupać głośnymi butami, niknie za murem jakiegoś budynku. To chyba sen. Nikt nie zauważył jego zniknięcia, nikt nie dostrzegł jego odchodzącej powoli sylwetki. Pies zamilkł – nie rzucił się w pogoń za zbiegiem, jak tresowano go przez długie miesiące. Jakby Ktoś uczynił uciekiniera niewidzialnym dla jego nieprzyjaciół…
On wcale nie myślał o ucieczce. On tylko zapomniał obrazka, z którym nigdy się nie rozstawał. Wrócił po niego, podniósł z więziennej pryczy, ucałował szepcząc słowa: „Jezu, ufam Tobie”. To był obrazek Miłosierdzia Bożego.
Kiedy ów mężczyzna znalazł się z powrotem na podwórzu, skąd jeszcze przed chwilą wyjeżdżały ciężarówki śmierci, nie było tam żywej duszy. Wszędzie panowała nienaturalna cisza. Bramy stały otworem. Ostatni samochód opuścił Pawiak. Niemców już nie było. Był tylko jeden zagubiony więzień, ocalony przez obrazek Bożego Miłosierdzia...
Ten człowiek znalazł się potem w niemieckiej niewoli, a po zakończeniu wojny zamieszkał w Londynie. Tam dopełnił ukończone w Polsce studia prawnicze, doktoryzował się, myślał o małżeństwie. To wszystko pozostawało jednak na drugim planie jego życia. On czuł powołanie. Chciał uczynić jak najwięcej dla rozszerzenia kultu Miłosierdzia Bożego.
Świetnie wykształcony prawnik pisze krótki traktat o Bożym Miłosierdziu. Nie publikuje go jednak; najpierw wysyła go do oceny największemu autorytetowi: spowiednikowi św. Faustyny, ks. Sopoćce. I otrzymuje odpowiedź! Wcale nie pochlebną. Ksiądz Sopoćko stwierdza krótko, że gorliwy apostoł z Londynu musi się jeszcze wiele nauczyć. Dodaje, że jeśli młody apostoł chce coś wydać na chwałę Miłosierdzia Bożego, to zamiast swojej pracy niechaj lepiej opublikuje jego załączony do listu tekst.
Tak też się stało. Nie minęło wiele czasu, a w Anglii zobaczyło światło dzienne dziełko podpisane przez profesora Michała Sopoćkę.
Spoglądamy na kopertę z odpowiedzią świętego kapłana. Czytamy nazwisko adresata: Pan Julian Chróściechowski.
Niebawem widzimy Juliana Chróściechowskiego w nowicjacie marianów w Stockbridge (USA). Dlaczego zarzucił rozpoczętą karierę, zrezygnował z osobistych planów, zapragnął związać swe życie z charyzmatem
małego zgromadzenia zakonnego? Znamy odpowiedzi na te pytania. Po pierwsze Miłosierdzie Boże nie dało mu możliwości ucieczki.
Divine Mercy – no escape. Po drugie, jeśli szerzyć Miłosierdzie Boże, to właśnie z marianami, bo zgromadzenie to robiło więcej dla rozpowszechniania orędzia Miłosiernego Zbawiciela niż wszystkie inne zakony i organizacje kościelne razem wzięte. Prawnik Chróściechowski umiał właściwie wybierać. Chciał przyłączyć się do wielkich apostołów. To, co
małe, nie zadowalało jego serca – było mu obce.
Jest jeszcze „po trzecie”. Julian Chróściechowski nosił w sercu nie tylko wielką cześć do Miłosierdzia Bożego. Było w nim też specjalne miejsce dla Maryi. Duchowość marianów łączyła w sposób doskonały miłość do Miłosierdzia Bożego i do Matki Najświętszej – Tej, która pierwsza i w sposób najpełniejszy doświadczyła tajemnicy Miłosierdzia Bożego. Tak, Maryja została związana z Bożym Miłosierdziem już w pierwszej chwili swego poczęcia. Wszak Niepokalane Poczęcie to wspaniała manifestacja mocy Miłosierdzia, które trwa na wieki. Chróściechowski intuicyjnie łączył z sobą te dwa kulty, czemu da wyraz na ostatniej stronie książki pisanej już na łożu śmierci: „Z pewnością nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego nie jest jedynym środkiem, jaki Opatrzność podaje ludzkości, by ją ratować od zagłady. Wystarczy tutaj wskazać na rolę Najświętszej Maryi Panny i nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca”.
Zaczyna się historia Juliana Chróściechowskiego kapłana. Zgromadzenie dostrzegło w nim niezwykłe zdolności i powierzyło mu wiele odpowiedzialnych funkcji, m.in. radnego generalnego i przełożonego nowo powstałej prowincji w Anglii. Lecz nawet w największym nawale swych obowiązków ks. Julian znajdował czas na wysławianie Bożego Miłosierdzia. Prowadził obfitą korespondencję z ks. Sopoćką, koordynując w ten sposób apostolat Miłosierdzia Bożego na Zachodzie i zapewniając mu kontakt z samym źródłem*. Pisał liczne artykuły poświęcone orędziu przekazanemu przez Jezusa św. Faustynie. Jego największym dziełem jest
Historia nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego w naszych czasach, którą ukończył w ostatnich latach życia, walcząc z ciężką chorobą krwi.
Dziś od Miłosierdzia Bożego nie ma ucieczki. Kto tego doświadczy, odda serce szerzeniu orędzia, które, jak pisał ks. Chróściechowski, „leży u podstaw wszelkich środków zbawienia ludzkiego.” „Zwrócenie się ludzkości wprost do Boga z błaganiem o Miłosierdzie z pewnością otworzy upusty zmiłowań Pańskich nad światem… Kiedy ludzkość zwróci się do Tego, który jest Miłosierdziem Wcielonym, z błaganiem o zmiłowanie, wtedy nastanie w świecie era pokoju Chrystusowego”.
To ostatnie słowa, jakie wyszły spod pióra umierającego apostoła Miłosierdzia Bożego. Jest w nich zawarta najgłębsza prawda jego serca. A może i testament, który i nam trzeba podjąć.
|