|
Z
Niepokalaną
... przyjmujemy Boże dary Wiosna
1(37) 2004
APOSTOLAT PIÓREM / ks. Stanisław Klimaszewski MIC
Urodziłem się w rolniczej rodzinie we wsi Konopki w woj. białostockim. Dzięki pobożnej matce o sporym talencie pedagogicznym byłem w dzieciństwie bardziej pobożny niż w dalszych latach. Często odmawiałem pacierz klęcząc przy matce, która przędła len. Czasem prosiłem: “Mamo, odmówię jeszcze jeden pacierz”. Zapewne modlitwom matki zawdzięczam powołanie, choć nigdy mnie nie namawiała do kapłaństwa.
Obok tej pobożności musiałem sporo psocić, skoro dziadek wymieniał mnie w trójce największych łobuzów we wsi. Ministrantem nie byłem, bo kościół parafialny był odległy o 5 km. Księża, choć mogli, nie prowadzili lekcji religii. Po raz pierwszy ujrzałem kapłana w szkole, w V klasie.
O powołaniu zacząłem myśleć dopiero po rozpoczęciu nauki w gimnazjum bielańskim w Warszawie (1936), jako uczeń małego seminarium. Mojej edukacji przeszkodził wybuch wojny w 1939 r. Razem z rodziną znalazłem się wówczas pod okupacją sowiecką. Wybuch wojny między ZSRR i Niemcami uchronił mnie od wywózki na Sybir; dwie rodziny moich krewnych zostały wywiezione. Spałem w stodole, by w razie niebezpieczeństwa uciec w rosnące obok niej żyto. Pewnej nocy przyśniło mi się, że zbliżają się enkawudyści. We śnie ruszyłem do ucieczki, ale uderzyłem głową w podwalinę, i obudziłem się. Nie było nikogo. W 2 dni później wkroczyły wojska niemieckie.
Widząc opiekę Bożą nade mną, zdecydowałem się na wstąpienie do Zgromadzenia Księży Marianów. Stało się to możliwe na skutek zlikwidowania podczas wojny granicy między Podlasiem a Warszawą. Po nowicjacie w Skórcu i zdobyciu matury rozpocząłem studia w mariańskim seminarium. Wykłady i egzaminy w języku łacińskim nie sprawiały mi trudności, nawet pomagałem kolegom mniej biegłym w tym języku. Natomiast głód wojenny i pierwszych lat po wojnie spowodował u mnie gruźlicę. Doszło do tego dwukrotne zapalenie płuc z wysiękiem. Martwiłem się, że z takim zdrowiem będę mało przydatny do pracy wikarego lub katechety. Uśmiechało mi się pisanie i wydawanie książek. Pewnego dnia będąc w Siedlcach razem ze śp. ks. Witoldem Niecieckim MIC, jeszcze jako klerycy, wstąpiliśmy z ciekawości do znachorki leczącej bawarką. Powiedziała do mnie: “Ksiądz będzie miał w życiu dużo do czynienia z książkami i papierem”. Nie myślałem jeszcze wówczas, że to będzie moim drugim powołaniem.
Po ukończeniu seminarium, święceniach i 3-letnim kursie filozofii na KUL-u wykładałem przez 6 lat ten przedmiot w naszym seminarium. W 1963 r. wyjechałem do Rzymu na kapitułę generalną. Tam zostałem wybrany na jednego z radnych w zarządzie Zgromadzenia. Oprócz innych prac pełniłem z zamiłowaniem funkcję bibliotekarza, Ta praca umożliwiła mi zebranie dużej ilości materiałów do napisania popularnych książek. Miałem możność zdobycia funduszy na ich druk w Rzymie. Kiedy papieżem został Jan Paweł II, polski rząd tolerował ich przesyłkę pocztą do kraju, a w okresie “Solidarności” poczta włoska nie brała za to opłaty. końcu dostałem pozwolenie na wysyłkę całego wagonu. Drugi wagon polscy kolejarze przepuścili bez pozwolenia.
Od 1981 r. zacząłem wydawanie książek w kraju, i to w olbrzymich ilościach. Dla przykładu – pierwsza biografia Jana Pawła II Droga do Watykanu wyszła łącznie w 300 tys. egzemplarzy. Było to możliwe dlatego, że miałem dolary na zakup papieru, a rząd “polował” na tę walutę.
Oprócz książek razem z moim współpracownikiem ś p. ks. J. Groszewskim MIC wydawaliśmy też w wielkich nakładach pocztówki i obrazki o treści religijnej. Dawaliśmy gratis książki i obrazki w każdej liczbie, jaką można było przewieźć na Białoruś i Ukrainę. W 1982 r. wydawnictwo kierowane przeze mnie z Rzymu przejęła prowincja polska marianów. W dalszych latach napisałem jeszcze 10 książek. Tak realizowało się moje drugie, obok znanego, powołanie.
W 1999 r. wróciłem na stałe do Polski. W swoich modlitwach prosiłem Boga, by pozwolił mi jeszcze, mimo słabego zdrowia, przeżyć 2000 Rok Jubileuszowy a 50. mojego kapłaństwa. Bóg wysłuchał mnie, i 17 grudnia 2000 r. razem ze śp. ks. W. Niecieckim obchodziliśmy 50-lecie kapłaństwa. Bóg w swej łaskawości dorzucił mi jeszcze dalszych kilka lat życia, za co jestem Mu bardzo wdzięczny.
|