|
Z
Niepokalaną
... powierzamy się Stwórcy
Zima 4(40) 2004
DZIECI BOŻE / ks. Rafał Zalewski MIC
„Być dzieckiem Boga, znaczy oddać się w ręce Boga, czynić Jego wolę, złożyć w Jego Boskie ręce swoje troski i swoje nadzieje, nie męczyć się obawą o przyszłość. Na tym polega prawdziwa wolność i wesele synów Bożych”. Są to słowa św. Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein), która jak mało kto zrealizowała je w swoim życiu, poniósłszy męczeństwo dla imienia Jezusa. Ale czy taki radykalizm jest wyłącznie własnością świętych? W stopniu heroicznym – pewnie tak, jednak również każdy z nas może się do tego ideału zbliżać, a ponad wszelką wątpliwość wszyscy jesteśmy do tego przez Chrystusa zaproszeni i wezwani.
Życie ludzkie pełne jest niespodzianek. Nie wszyscy to lubią. Uwielbiamy zatem zabezpieczać się przed skutkami nieoczekiwanych zdarzeń. Zostawiamy otwarte furtki i furteczki – tak na wszelki wypadek, „w razie czego”.
Boimy się utracić kontrolę nad naszym życiem. Bo co będzie, jeśli wyrzucą mnie z pracy, jeśli umrze moja żona, zapadnę na nieuleczalną chorobę, spłonie mój dom, napadną mnie i okradną albo porwą moje dziecko? A co, jeśli zawalę egzamin, rzuci mnie dziewczyna, nie powiedzie mi się w interesach, przegram największą szansę swego życia? Nie chcemy nawet o tym myśleć i robimy wszystko, co potrafimy, by się przed tymi lub podobnymi sytuacjami ustrzec.
Wykupujemy więc drogie polisy, wstawiamy kraty i montujemy alarmy, zamawiamy monitoring lub ochronę. Wydajemy bajońskie sumy na korepetycje, dopuszczamy w różnych sprawach mniejsze lub większe kompromisy, odkładamy na bok wartości, zasady i ideały, byle tylko postawić na swoim i usunąć ze świadomości najmniejsze choćby poczucie zagrożenia. Po drodze jednak, jakby po cichu, niezauważalnie, dokonuje się pewien ważny, brzemienny w skutki proces – oddalamy się od Boga i powoli, początkowo bezwiednie, może nieświadomie, sami zajmujemy Jego miejsce. Stajemy się panami życia, „kowalami własnego losu”. Dochodzimy do przekonania, że Bóg nie jest nam do niczego potrzebny!
Jakże bardzo zgubne jest takie myślenie, jak dalece wówczas błądzimy!
Prędzej czy później okazuje się, że nasze ludzkie wysiłki, zakrojone przecież na szeroką skalę, po raz kolejny spełzły na niczym. I wracamy ze spuszczoną ze wstydu głową, próbując niczym syn marnotrawny zacząć od nowa...
Nie jest łatwo zaufać do końca, powierzyć się bez reszty Bogu, z wiarą, że On się o nas zatroszczy, i to lepiej, niż moglibyśmy przypuszczać. Trudno być uczciwym, gdy na wyciągnięcie ręki jest „lewy” prąd, gaz czy woda, trudno płacić podatek od dochodu, o którym nikt poza mną nie wie, trudno zatrudnić legalnie pracownika, kiedy „on przecież wcale nie chce, bo tak może mieć więcej”... Ostatecznie, nie jest to aż takie złe – ciężko dziś żyć, trzeba sobie jakoś na boku dorobić, zabezpieczyć byt...
A Chrystus wciąż powtarza: „Jeśli się nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”. Łatwo się zgodzić, że to ładne słowa, trudniej jednak przyjąć, że odnoszą się także do nas, do mnie osobiście, i – co najważniejsze – próbować dopasowywać do nich swoje życie. Postawa dziecka jest prosta, niezwykle czytelna: „Nie muszę się o nic martwić – o wszystko zatroszczy się mama, nie muszę się też niczego bać – przecież w sytuacji niebezpieczeństwa czy zagrożenia na pewno pojawi się tata, i wszystko będzie dobrze”. Dziecko bezgranicznie ufa swoim rodzicom, wyczuwając instynktownie własną bezradność i zależność, całkowicie na nich polega. Jakże bardzo nam, dorosłym, brakuje takiej postawy w odniesieniu do Pana Boga. Czując się do szpiku kości i do dna duszy dojrzali, nie godzimy się na jakąkolwiek zależność. Jesteśmy antydziećmi. Zamiast polegać na naszym najlepszym Ojcu, wolimy o wszystko zadbać sami, mimo że doświadczenie mówi nam, iż nigdy na tym dobrze nie wychodzimy; w miejsce ufności mamy podejrzliwość: a jeśli Bóg nie da mi tego, czego chcę, jeśli nie cofnie choroby, nie zadba o pracę, nie odwróci biedy?
Atmosfera podejrzliwości wobec Boga, która jest już właściwie znakiem niewiary, może prowadzić do najbardziej dramatycznego pytania: a jeśli Boga nie ma? A przecież gdzieś w głębi naszego serca nie jest to lęk przed nieistnieniem Boga, lecz przed tym, że powierzając Mu swoje życie, utracimy nad nim kontrolę, czyli to właśnie, na czym nam tak bardzo zależy, o co z taką pieczołowitością zabiegamy.
Warto ufać, bo ufność jest piękna i prosta, czyni człowieka bardziej wolnym i lekkim. Warto ufać Bogu, bo ta ufność nigdy nie zostanie wystawiona na próbę, nigdy nie będzie zawiedziona. Można być słabym a dobrym, bo bezsilność uczy pokory; nie trzeba być zdrowym, żeby pięknie żyć, bo choroba i ułomność, choć ograniczają czynienie rzeczy wielkich, dają możliwość czynić rzeczy lepsze; warto zamienić bogactwo na biedę i z niej uczyć się życiowej mądrości; nie trzeba posiadać wielu rzeczy, by cieszyć się życiem – otrzymaliśmy życie, aby cieszyć się z wszystkich rzeczy. Można w końcu nie zaznać nigdy smaku władzy i rozkoszy bycia szanowanym i podziwianym przez wszystkich, by w swej niemocy głęboko doświadczyć, jak potrzebny jest Bóg.
Wołajmy zatem wytrwale razem z psalmistą: „O Panie, nie wstrzymuj wobec mnie Twego miłosierdzia, łaska Twa i wierność niech mnie zawsze strzegą!” (Ps 40,12). Taka modlitwa przybliży nas do Ojca, pomoże stać się dziećmi i z pewnością nie pozostanie bez odzewu. „Szczęśliwy mąż, który złożył swą nadzieję w Panu” (Ps 40,5). Przecież Bóg nie może być kłamcą...
Złożyłem w Panu całą nadzieję;
On schylił się nade mną
i wysłuchał mego wołania.
Wydobył mnie z dołu zagłady
i z kałuży błota,
a stopy moje postawił na skale
i umocnił moje kroki.
I włożył w moje usta śpiew nowy,
pieśń dla naszego Boga.
Wielu zobaczy i przejmie ich trwoga,
i położą swą ufność w Panu.
Szczęśliwy mąż, który złożył
swą nadzieję w Panu,
A nie idzie za pyszałkami
i za zwolennikami kłamstwa.
Wiele Ty uczyniłeś
swych cudów, Panie, Boże mój,
a w zamiarach Twoich wobec nas
nikt Ci nie dorówna.
I gdybym chciał je wyrazić i opowiedzieć,
będzie ich więcej niżby można zliczyć.
Wtedy powiedziałem: „Oto przychodzę;
w zwoju księgi o mnie napisano:
Jest moją radością, mój Boże, czynić Twoją wolę,
a Prawo Twoje mieszka w moim wnętrzu”.
Głosiłem Twoją sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu;
oto nie powściągałem warg moich – Ty wiesz, o Panie.
A Ty, o Panie, nie wstrzymuj
wobec mnie Twego miłosierdzia;
łaska Twa i wierność
niech mnie zawsze strzegą!
Niech się radują i weselą w Tobie
wszyscy, co Ciebie szukają
I niech zawsze mówią: »Pan jest wielki«
ci, którzy pragną Twojej pomocy.
Ja zaś jestem ubogi i nędzny,
ale Pan troszczy się o mnie.
Ty jesteś wspomożycielem moim i wybawcą;
Boże mój, nie zwlekaj!”
(Ps 40,1-6.8-10.12.17-18)
|