|
Z
Niepokalaną
... stajemy
się misjonarzami
Wiosna 1(45) 2006
Wiele jest serc, które czekają na Ewangelię / ks. Krzysztof Pazio MIC
Słowa tej pieśni często śpiewanej w kościele i na różnych spotkaniach oazowych w jakiś swoisty sposób towarzyszyły mi w rozeznawaniu mojego powołania do życia zakonnego i kapłańskiego, a także misyjnego. Myśl, by poświęcić swoje życie Chrystusowi, towarzyszyła mi od dzieciństwa i powoli dojrzewała w moim sercu aż do momentu ostatecznej decyzji wstąpienia do Zgromadzenia Księży Marianów.
Wiele osób i wydarzeń przyczyniło się do odkrycia i przyjęcia daru tego powołania. Przede wszystkim moja najbliższa rodzina, wspaniali rodzice i pięciu braci.
Atmosfera domu rodzinnego przenikniętego modlitwą, przywiązaniem do Kościoła, odpowiedzialnością za siebie nawzajem oraz otwartością na innych miała ogromny wpływ na kształtowanie się mojego powołania. Innym środowiskiem, gdzie dojrzewało moje powołanie, była węgrowska parafia. Świadectwo życia księży
zaangażowanych w duszpasterstwo młodzieży pociągało wielu do poświęcenia się na służbę Bogu. Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem, które miało wpływ na odkrywanie mojego powołania, był wybór na papieża kard. Karola Wojtyły. W czasie jednej z jego pielgrzymek Ojciec Święty przywołał słowa pieśni Wiele jest serc, zachęcając młodych, by nie lękali się poświęcić dziełu ewangelizacji. Myślę, że ten apel obudził we mnie powołanie misyjne.
Do Zgromadzenia wstąpiłem w 1989 r. Wcześniej przez prawie 3 lata uczestniczyłem w rekolekcjach powołaniowych i dniach skupienia organizowanych przez duszpasterzy powołań naszego Zgromadzenia. Lata formacji – nowicjat, potem seminarium – były czasem dojrzewania do ostatecznej decyzji pójścia za Chrystusem oraz odkrywania swego miejsca w Zgromadzeniu i Kościele. Dnia 26 sierpnia 1993 r. złożyłem śluby wieczyste, a 26 maja 1996 przyjąłem w Licheniu z rąk bp. Stanisława Nowaka święcenia kapłańskie.
Będąc jeszcze na VI roku w seminarium, poprosiłem ówczesnego ks. prowincjała Jana M. Rokosza o wysłanie mnie po święceniach do pracy
misyjnej w Afryce. Posłano mnie jednak do Elbląga, gdzie pracowałem jako duszpasterz młodzieży przez 6 lat. Był to piękny czas wchodzenia w posługę kapłańską u boku doświadczonego duszpasterza ks. Ludwika Mayerholtza MIC, ówczesnego proboszcza parafii mariańskiej w Elblągu. Zawsze ze wzruszeniem wspominam liczne obozy wędrowne z młodzieżą w górach, rekolekcje, wieczory spędzone w oratorium, setki indywidualnych rozmów przeprowadzonych z kandydatami do bierzmowania, mecze piłki nożnej czy katechezę w IV LO. Mimo że praca z młodzieżą dawała mi bardzo dużo satysfakcji, jednak pragnienie wyjazdu na misje było stale obecne.
Każdego roku (przez 5 lat) ponawiałem moją prośbę o misje, lecz zawsze
otrzymywałem odpowiedź, że moja misja jest w Elblągu. Dopiero w 2002 r. ks. generał Mark Garrow przeniósł mnie z
prowincji polskiej do misji afrykańskiej w Kamerunie. Po rocznej nauce jęz. francuskiego w Rambouillet pod Paryżem wylądowałem 5 września 2003 r. w Yaounde, stolicy Kamerunu.
Rozpoczął się czas poznawania nowej rzeczywistości, przyzwyczajania do klimatu, poznawania parafian. Po niespełna kilku miesiącach mojego pobytu ks. R. Kusy MIC i ks. B. Gil MIC wyjechali z Kamerunu do Rwandy. Ksiądz Generał w porozumieniu z miejscowym bp. Janem Ozgą wyznaczył mnie na proboszcza naszej parafii w Atoku. By bliżej poznać parafian, którzy zostali powierzeni mojej opiece duszpasterskiej, odwiedziłem wszystkie domy katolików w 25 wioskach naszej parafii. Trwało to ponad 3 miesiące. Wizyty dały mi okazję do zobaczenia warunków życia naszych parafian, problemów, z jakimi się borykają, oraz jak wiele jest serc, które czekają na Ewangelię.
Dziękuję Panu za ten ogromny dar powołania oraz wszystkich ludzi, których postawił na mojej drodze w Polsce i tutaj, na misjach. Zawsze pamiętam o nich w modlitwie i wierzę, że dzięki ich
modlitwie mogę realizować misję zleconą mi przez Boga.
|