|
Z
Niepokalaną
... niesiemy nadzieję ubogim
Lato 2(46) 2006
Błogosławieni ubodzy w duchu
ks. prof. Waldemar Chrostowski
Myśląc o ubogich i ubóstwie, mamy zazwyczaj na uwadze ludzi biednych i potrzebujących, cierpiących na skutek niedostatku pożywienia, a także innych środków niezbędnych do życia i utrzymania. Tak pojmowane ubóstwo może być niezawinione, a wtedy staje się grzechem społecznym i indywidualnym przeciw naruszonej sprawiedliwości, wynikającym z odmawiania jakiejś osobie czy wspólnocie tego, co im się słusznie należy. Może być też jednak zawinione, gdy stanowi nieuchronny skutek lenistwa albo braku należytej troski o pomyślność swoją i swoich najbliższych. Na kartach Pisma św. znajdujemy mnóstwo nawiązań do obydwu odmian ubóstwa. Stary Testament zawiera mocne potępienie niesprawiedliwości społecznej i wyzysku ubogich, szczególnie sierot, wdów i przybyszów. Z kolei starotestamentalna tradycja mądrościowa zachowała wiele napomnień i ostrzeżeń przed lenistwem i jego zgubnymi konsekwencjami, a także usilnych zachęt do pracowitości i dbałości o godziwy poziom życia. Te same wątki są obecne w nauczaniu Jezusa i w pismach Nowego Testamentu. Na jednym biegunie stwierdzamy dużo wzruszających przejawów wrażliwości na los biednych, za którą idzie okazywana im przez Jezusa, a potem przez Kościół apostolski skuteczna pomoc, na drugim natomiast pojawia się zasada, którą dobitnie sformułował św. Paweł: „Kto nie chce pracować, niech też nie je” (2 Tes 3,10).
W tym kontekście pierwsze z 8 błogosławieństw nabywa szczególnego znaczenia. Jezus powiedział: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,3). Na podkreślenie zasługuje to, że nie chodzi tutaj o wszystkich ubogich, ale o „ubogich w duchu”. Dwa są zasadnicze powody takiej różnicy. Po pierwsze skoro bywają rozmaite przyczyny ubóstwa, zatem do każdego ubogiego należy podchodzić w zindywidualizowany sposób, nie lekceważąc okoliczności i uwarunkowań, które przesądziły lub miały wpływ na jego trudne położenie. Jednym ubogim trzeba współczuć i pomagać, podczas gdy pomoc innym polega na naprowadzeniu ich na właściwą drogę. Po drugie słowa Jezusa nie zostawiają wątpliwości, że
oprócz ubóstwa w zwyczajnym tego słowa znaczeniu, istnieją „ubodzy w duchu”, uznani za „błogosławionych”, czyli miłych Bogu i cieszących się Jego wsparciem i łaską.
W czasach Starego Testamentu wśród Izraelitów nie brakowało tzw.
anawim, to znaczy biednych i uciśnionych, którzy w niezwykle trudnym położeniu materialnym trwali wiernie przy Bogu i ufnie wyznawali Go wobec innych. Sądzono wtedy, o czym świadczy np. Księga Hioba, że pobożność bogatych i zamożnych ma silne fundamenty: wyznają Boga, modlą się do Niego i składają Mu ofiary, ponieważ mają za co dziękować. Chociaż często dają z tego, co im zbywa, cieszą się poważaniem i uznaniem personelu świątynnego, który chętnie z ich hojności korzysta. Tak pojmowana religijność to nie tylko przejaw interesownej wdzięczności, lecz i próba zabezpieczenia się przed ewentualnością zmiany losu na gorsze. Dla odmiany pobożność biednych traktowano w pewnym sensie jako niezrozumiałą. Nie brakowało opinii, że skoro ich położenie jest ciężkie, zatem ich powinności wobec Boga są mniejsze, co niejako zwalnia biednych z obowiązku gorliwości. Gdy jednak biedni i ubodzy wiernie trwali przy Bogu, budziło to prawdziwe zdumienie. Postrzeganie religijności jako rezultat pewnej równowagi między dostatkiem i pomyślnością a pobożnością wykluczało jednak możliwość pobożności bezinteresownej, a nawet istniejącej wbrew materialnym niedostatkom i biedzie. Dobry przykład takiej pobożności stanowi uboga wdowa, pochwalona przez Jezusa za to, że wrzuciwszy do świątynnej skarbony dwa pieniążki, „wrzuciła więcej niż wszyscy inni” (Łk 21,3).
„Ubodzy w duchu” to ludzie, którzy nie należąc do wyższych ani uprzywilejowanych warstw społecznych, nie obfitując w dobra materialne, przeciwnie, żyjąc często na granicy wyznaczającej miarę codziennych potrzeb, potrafią się wznieść poza i ponad to, co materialne, przezwyciężyć doraźne troski i kierować z ufnością wzrok ku Bogu.
Zakłada to dwa odniesienia. Z jednej strony tacy ludzie egzystują w okolicznościach, które świadczą o ich zależności od innych, co bywa połączone ze znoszeniem żądzy władzy, dominacji i panowania. Nawet w takim położeniu ci biedni zachowują swoją godność, dając wzór pokory i polegania na Bogu. Z drugiej strony właśnie
Bóg i Jego łaska stanowi ich największe bogactwo i siłę.
Pierwsze błogosławieństwo Jezusa nie wyczerpuje na tym całego swojego znaczenia. „Ubogimi w duchu” mogą być również ludzie zamożni, posiadający dobra materialne, którzy nie znają smaku głodu i niedostatku. Posiadając rozmaite środki, nie są jednak do nich niewolniczo przywiązani, ale potrafią się nimi dzielić i wznieść serce ku Bogu, dając wyraz tej samej ufności, z jaką modlą się i prowadzą życie religijne ci, którzy nic nie mają albo mają niewiele.
W takiej sytuacji pobożność zamożnych nie jest rezultatem religijności interesownej, lecz świadectwem postawy, w której znajduje wyraz przekonanie, że wszystko, co posiadamy, jest darem Boga.
Jak samo ubóstwo nie jest cnotą, tak samo bogactwo nie jest grzechem.
Nagrodę dla wszystkich „ubogich w duchu” stanowi „królestwo niebieskie”.
Tak określa Pismo św. perspektywę życia wiecznego z Bogiem, w stałej z Nim przyjaźni i szczęśliwej zażyłości. Posiadanie lub nieposiadanie dóbr materialnych nie będzie miało żadnego znaczenia. Ci, którzy położyli ufność w Bogu, zarówno biedni, jak i bogaci, na pewno się nie zawiodą. Słowa Jezusa potwierdzają zatem biblijną prawdę, że to, co najważniejsze, rozgrywa się w sercu człowieka. Podziały i różnice między ludźmi mogą być bardzo widoczne i dotkliwe, lecz rzeczywista granica między dobrem i złem przebiega w ludzkim wnętrzu, z czego wynika powołanie do tego, aby w każdych warunkach być „człowiekiem sumienia”.
|