|
Z
Niepokalaną
... niesiemy nadzieję ubogim
Lato 2(46) 2006
W Kraju Tysiąca Wzgórz
ks. Ryszard Kusy MIC
Jakie to szczęście, że Kościół jest misyjny! Że począwszy od Jerozolimy, rozchodzi się do dzisiaj „po krańce ziemi”; i że dobrze jest mu tam, gdzie jest mu źle, gdzie nie ma okazji zaśnięcia w kokonie samozadowolenia…
Po mieszkańcach Nowego Świata przyszła kolej na kontynent, który nazwano „Czarnym Lądem”. Początki ewangelizacji Afryki (nie wspominając o kościele pierwszych wieków w Afryce Płn.) były rozłożone w czasie. W Rwandzie pierwszą misję katolicką założono w 1900 r. Kiedy do Kraju Tysiąca Wzgórz, jak nazywa się Rwandę, przybyli marianie (1984), Kościół rwandyjski liczył już 8 diecezji, a większość biskupów wywodziła się z lokalnego kleru.
Marianie przyjechali do Rwandy na zaproszenie biskupa diecezji Ruhengeri. Pierwszych trzech misjonarzy (ks. Franciszek Filipiec – obecnie w Kamerunie, ks. Tadeusz Wyszomierski – obecnie w Anglii i Zdzisław Żywica – nadal w Rwandzie) po rocznej nauce jęz. francuskiego w Brukseli, nauce miejscowego jęz. kinyarwanda w Centrum Nauki Języków Afrykańskich w Kigali, stażach pastoralnych, gdzie mogli doskonalić tubylczy język i podpatrywać pracę doświadczonych misjonarzy, otrzymało w 1986 r. na północy kraju parafię Mwange, erygowaną tegoż roku – pierwszą mariańską parafię na ziemi afrykańskiej!
Pierwsze spostrzeżenia misjonarzy: Wyobrażałem sobie Afrykę jako puszczę tętniącą życiem, soczystą, bujną w zieloność. Tymczasem zobaczyłem ziemię wyschłą, popękaną, rodzącą nieliczne rośliny”. Po objęciu parafii: „Z dnia na dzień zmienia nam się obraz „ugruntowanego Kościoła”. Podczas wizyt we wspólnotach dowiadujemy się o wielu ochrzczonych, którzy powrócili do praktyk pogańskich. I dalej: Odczytujemy jako szczególny znak Maryi nasze pojawienie się w centrum pogańskiego kultu bogini Nyabingi, by
wielbić tu Niepokalaną jako Królową i Matkę. Chrześcijaństwo nie ukształtowało tu jeszcze nowego człowieka zdolnego do miłości i przebaczenia. Prawa plemienne, surowe zwyczaje podtrzymują w sercach ludzi nienawiść i zemstę. Widzimy wielką potrzebę
głoszenia miłosierdzia. (…) Pogański kult przodków i niechęć do chrześcijańskiego pogrzebu sygnalizują potrzebę
rozwinięcia modlitwy za zmarłych i uwrażliwiania na tajemnicę świętych obcowania.
Z czasem przybywało misjonarzy z Polski, pracy jednak nie ubywało. Na przepięknych terenach u podnóża czterotysięczników i nad dwoma jeziorami na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów rozciąga się mariański łan około stu tysięcy dusz, kwitnący w 60% kąkolem.
Poza odnowionym kościołem parafialnym misjonarze mieli do obsługi 6 central-kaplic, które sami wybudowali i uświetnili ich wnętrza maryjnymi obrazami przywiezionymi z Polski lub namalowanymi przez samych misjonarzy (ks. L. Czeluśniak MIC). Zwykła praca misyjna została zachwiana przez wydarzenia października 1990 r. – wojna wywołana zbrojnym przekroczeniem północnej granicy Rwandy przez uchodźców z plemienia Tutsi, wygnanych z Rwandy w latach 60. przez rząd Hutu. Misjonarze wszystkie swoje siły, pomoc duchową i materialną oddali ludziom bez dachu nad głową, którzy opuszczali domostwa z obawy przed „obcym wojskiem”. Marianie opuścili Mwange i udali się do Kigali - stolicy kraju. Potem jeszcze na krótko wrócili do Mwange. Sytuacja niepewności trwała do kwietnia 1994 r., który okazał się dla Rwandy tragiczny; to początek trwającego 3 miesiące ludobójstwa: Hutu (85% ludności) wymordowali ok. miliona Tutsi (14%). Marianie opuścili Rwandę.
Rok później powrócili, by być wśród swoich parafian. Ci „swoi” stali się, jakby trochę wbrew nim samym, „inni”; ludobójstwo i koszmar wojny odcisnęły się na rwandyjskiej duszy. Zmienił się rząd i „nastawienie” do Kościoła: z bardzo „pro” na chłodny sprzeciw. Misja była zniszczona, powybijane drzwi i okna, rzeczy rozkradzione. Mozół powrotu do początków, tak materialnych, jak i duchowych… W 1998 r. nasiliły się walki między partyzantami Hutu i wojskiem rządowym. W marcu toczyły się na terenie parafii, moździerze spadały tuż obok budynków misji. Znowu wyjazd.
W styczniu 1999 r. nowy biskup diecezji Ruhengeri zaproponował marianom nową misję, Nyakinamę, w zamian za ryzykowne Mwange. Nyakinama - dawny ośrodek uniwersytecki północy Rwandy (obecnie zamieniony na szkołę wojskową), w pobliżu Ruhengeri, światło, telefon (!), do połowy wioski dociągnięty asfalt. Parafia dużo mniejsza (ok. 15 tys. chrześcijan, tylko 3 centrale-kaplice), ale zaniedbana, bo od dłuższego czasu była bez księdza. Marianie zajęli się odbudową podupadłej infrastruktury, powiększeniem kościoła. Do parafialnego oddziału Caritas zaczęło zgłaszać się dużo biednych i potrzebujących. Obok budynków parafialnych powstał dom formacji dla zgłaszających się do naszego Zgromadzenia: postulat i nowicjat. Obecny rok nowicjatu rozpoczęło 7 chłopców: z Rwandy (3), Konga (3) i Kamerunu (1).
Obecnie w Rwandzie istnieją 3 placówki misyjne marianów. Pracuje w nich 6 księży z Polski: w Nyakinamie – Marek Ciebień, Ryszard Kusy i Andrzej Tokarczyk; w Remera-Ruhondo - ks. Żywica, który od 10 lat posługuje wspólnocie Foyer de Charité (założonej we Francji przez mistyczkę Martę Robin); prowadzi sesje i rekolekcje, ze szczególnym uwzględnieniem traumatycznych przeżyć wojennych w celu pomocy zniszczonym przez wojnę Rwandyjczykom; w Kibeho (na południu Rwandy) – w miejscu objawień Matki Bożej – Leszek Czeluśniak i Bogusław Gil; rozwijająca się tam placówka mariańska to głównie Centrum Formacji Maryjnej, gdzie będzie można pogłębiać duchowość maryjną.
Dwadzieścia jeden lat temu jeden z trzech pierwszych marianów na ziemi afrykańskiej zapisał następujące słowa:
„(…) Pan Bóg prowadzi proces nawrócenia mego serca i serc moich współbraci. Nie mam wątpliwości: to nie tylko Afryka potrzebuje mnie do swego nawrócenia, ale ja potrzebuję Afryki dla mego nawrócenia”. Te słowa pozostają ciągle aktualne dla każdego mariańskiego misjonarza…
|