|
Z
Niepokalaną
... niesiemy nadzieję ubogim
Lato 2(46) 2006
Żniwo wielkie
Świadectwo powołania misyjnego ks. Zdzisława Żywicy MIC w formie rozmowy z ks. Piotrem Marchewką MIC
Ks. Piotr Marchewka MIC: - Zdzisławie, w tym roku mija 30 lat od Twoich święceń, w tym 22 lata pracy w Rwandzie. Jak to się stało, że znalazłeś się na misjach?
Ks. Zdzisław Żywica MIC: - Biskup z Rwandy przyjechał do Polski szukać misjonarzy dla swojej diecezji. Powiedziałem „tak”, i ówczesny prowincjał, ks. Eugeniusz Delikat MIC, wysłał nas trzech do pracy w diecezji Ruhengeri.
P.M: - Mogłeś przecież pozostać w Polsce...
Z.Ż.: - Na obrazku ze święceń kapłańskich napisałem: „Żniwo jest wielkie, ale robotników mało”, bo było we mnie pragnienie ewangelizacji. Droga neokatechumenalna to pogłębiła, i jak Pan zawołał, byłem gotowy.
P.M.: - Jakie były Twoje pierwsze kroki misyjne?
Z.Ż.: - Najpierw nauka jęz. francuskiego w Belgii, nauka jęz. kinyarwanda w Kigali, kilka miesięcy stażu i wyjazd na północ kraju do Mwange. Byliśmy tam we trzech: ks. Franciszek Filipiec, ks. Tadeusz Wyszomierski i ja. To jest czas niezapomniany - 10 lat życia pośród ubogich i prostych ludzi.
P.M.: - Potem przyszła wojna...
Z.Ż.: - Wtedy opuściliśmy Mwange. Po roku wróciliśmy, by odbudowywać domy i ludzkie serca. To był trudny czas. Wtedy stanęły przed nami dwa wezwania: Foyer de Charité i parafia w Nyakinamie. Podjęliśmy te wezwania; opuściliśmy Mwange. Ja poszedlem do Foyer, a bracia do nowej parafii.
P.M.: - Nazwa polska Foyer de Charité to Ogniska Miłości...
Z.Ż.: - Założyła je Marta Robin i ks. Georges Finet. W Polsce istnieją dwa Ogniska: w Rogowie k. Łodzi i w Kalisznach w Lubelskiem. Wejście do Ogniska to nowy etap mojego powołania. Można powiedzieć - nowe powołanie w moim mariańskim powołaniu.
P.M.: - Powiedz coś o tym powołaniu.
Z.Ż.: - Ognisko istnieje w Rwandzie od 1968 r. Tam jeździliśmy na rekolekcje, dni modlitwy i sesje formacyjne. Tak poznałem wspólnotę, jej założyciela, ks. Guya Cleassensa (+2001). Urzekły mnie: miejsce, ludzie, historia, duchowość i charyzmat Ogniska. Maryjna duchowość wspólnoty skoncentrowana na zawierzeniu się Panu przez Maryję wydała mi się niezwykle bliska naszej mariańskiej duchowości, i to m.in. pomogło mi powiedzieć „tak”, kiedy ks. Claessens zaproponował mi życie w Ognisku.
P.M.: - Co Ty tam właściwie robisz, czym żyjesz?
Z.Ż.: - Wszedłem w określone dziedzictwo, którym żyje to Ognisko. Marta Robin powiedziała kiedyś do ks. Claessensa: „O tak, Pan chce Foyer de Charité w Rwandzie. Trzeba tam głosić miłość ponad tym wszystkim, co dzieli ludzi. Różnice kultur, języków i ras są wyrazem nieskończonej Miłości”. Jesteśmy w sercu charyzmatu naszego Ogniska, i tym staram się żyć razem ze wspólnotą.
P.M.: - Głosisz także rekolekcje.
Z.Ż.: - O tak, formacja duchowa osób to podstawowa misja Ogniska, to wypełnia życie naszej wspólnoty. Tu też nie jestem sam. Wspólnota uczestniczy aktywnie w rekolekcjach, dniach skupienia i sesjach formacyjnych. „Rodzina” stanowi teraz nasz pięcioletni program. Poświęcamy też wiele czasu na prace z młodzieżą i dziećmi. Owa komunia kapłaństwa świeckich i kapłaństwa hierarchicznego jest cechą szczególną charyzmatu, który Marta Robin i ks. Finet zostawili w dziedzictwie Kościołowi. Ksiądz jest członkiem wspólnoty, a nie jej kapelanem czy szefem. Wszystko, co robi, czym żyje, jest w komunii ze wspólnotą. Ksiądz nie może działać bez wspólnoty, a wspólnota bez księdza. Taka komunia jest źródłem siły członków Ogniska i mocą w ewangelizacji.
P.M.: - Czy przy tym wszystkim zarobicie na wasze utrzymanie?
Z.Ż.: - Żyjemy z pracy naszych rąk i ofiar ludzi. Dorośli, którzy przyjeżdżają do Ogniska, są w stanie dać coś za pobyt, ale nie wszyscy. Studenci i młodzież szkolna nie mają nic. Czasem ludzie zamożni dadzą coś na te rekolekcje.
P.M.: - Co chciałbyś na koniec powiedzieć jeszcze naszym Pomocnikom Mariańskim?
Z.Ż.: - Chyba to, że żniwo jest wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa...
|