|
Z
Niepokalaną
... odnajdujemy sens życia
Jesień 3(47) 2006
HISTORIA PEWNEGO POWOŁANIA / ks.
Silvio Rodrigues Roberto MIC
Jestem Brazylijczykiem, członkiem Zgromadzenia Księży Marianów.
Drodzy Przyjaciele, Pomocnicy Mariańscy w Polsce, spróbuję
opowiedzieć wam małą część niezliczonych cudów, jakie Bóg uczynił w
moim życiu.
Poczułem wołanie Boga w moim życiu do kapłaństwa, jeszcze zanim
ukończyłem 10 lat. Już wówczas pragnąłem zostać księdzem (chociaż
nie mówiłem o tym nikomu). W czasie przygotowania do I Komunii św.
bardzo mi zależało na tym, by w niedzielę, po powrocie ze Mszy św.,
wejść w rolę księdza i „odprawić” Mszę św. w domu.
Po przyjęciu I Komunii św. nigdy nie opuszczałem Mszy św. w
niedzielę. Jednak czas upływał... Nadszedł okres młodości i z nim
zgiełk światowy. Zacząłem prowadzić życie podwójne: chodziłem do
kościoła w niedzielę, ale w ciągu tygodnia nie dawałem dobrego
świadectwa o Ewangelii.
W zetknięciu ze słowem Bożym powróciłem do domu Ojca. Coś w moim
wnętrzu mówiło, że to podwójne życie nie podoba się Bogu. Pewnego
dnia usłyszałem słowa z Apokalipsy: „(...) ani zimny, ani gorący nie
jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni (...)
chcę cię wyrzucić z mych ust” (3,15-16). W tym samym czasie mój
proboszcz, ks. Teofil MIC, misjonarz przybyły z Polski, nalegał, bym
wstąpił do Legionu Maryi. Jednak wymawiałem się w różny sposób i
zawsze to odkładałem.
Stało się tak, że pewnego dnia 1994 r. odprawiłem rekolekcje dla
młodzieży z tym księdzem (przedtem już uczestniczyłem w kilku takich
spotkaniach), i to doświadczenie bardzo mnie dotknęło. Od tamtej
pory Duch Święty zaczął przemieniać moje życie. W następnym roku
wziąłem udział w wielkim spotkaniu modlitewnym, które odbyło się na
jednym z wielu stadionów piłki nożnej w Brazylii. Tam ponowiło się
wołanie Boga, bym za Nim poszedł, o czym ja zapomniałem.
Wahałem się przez jakiś czas, ponieważ miałem pracę, byłem na
studiach, miałem dziewczynę oraz tyle innych wymówek..., jednak głos
Boży był silniejszy. Wreszcie pewnego dnia rano, kiedy się
obudziłem, zacząłem się modlić. Przypomniały mi się wtedy słowa
Izajasza (6,1-9), które mi dały siłę. Wieczorem, gdy się modliłem w
kościele przed Najświętszym Sakramentem, poczułem, że Pan obiecuje
mi, iż następnego dnia będę miał odpowiedź na moje poszukiwania. W
niedzielę podczas Mszy św., kiedy na zakończenie odbywała się
adoracja Najświętszego Sakramentu, opuściły mnie wszelkie
wątpliwości na temat mojego powołania... Będę księdzem!
Od tego czasu wszystko popłynęło szybko. Na zaproszenie księdza
mojej parafii pojechałem poznać seminarium Księży Marianów.
Zakochałem się natychmiast w ich Zgromadzeniu. Powróciłem do domu
tylko w celu odłączenia się od pracy i od studiów, spakowania
walizek i zapowiedzenia rodzinie, że za kilka dni ich opuszczę i
oddam się pracy w winnicy Pańskiej.
Lata upływały, aż wreszcie po wielu momentach modlitwy, studiów i
pracy duszpasterskiej otrzymałem święcenia kapłańskie dnia 22
stycznia 2005 r. Od tamtej pory pracowałem przez rok w Rio de
Janeiro, a obecnie jestem dyrektorem Apostolatu Miłosierdzia Bożego
w Brazylii oraz Stowarzyszenia Pomocników Mariańskich.
Kocham bardzo Matkę Niepokalaną i wiem, że moja obecność u Księży
Marianów jest Jej bezpośrednią wolą w moim życiu, które całkowicie
oddałem Jej Niepokalanemu Sercu.
Jestem bardzo wdzięczny osobom, które mi pomogły w kroczeniu tą
drogą. Pomóc w formacji księdza, znaczy pomóc w głoszeniu
Ewangelii. Módlcie się za mnie, bym we wszystkim był wierny
Jezusowi i Maryi. Niech Bóg błogosławi Was wszystkich! |