Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich
Linia modlitwy
Pielgrzymki
Spotkania
Publikacje
Bractwo szkaplerzne
Strona główna

Z Niepokalaną
... odnajdujemy sens życia   Jesień 3(47) 2006

Bóg przechadza się po śmietniku życia

Moja historia jest podobna do wielu innych. Długo wydawała mi się bezsensowna. Myślałem, że jeśli nawet Bóg jest, to nie chce o takich jak ja wiedzieć albo o nich zapomina.
Od najmłodszych lat wychowywałem się na ulicy. Matka - alkoholiczka, a ojciec - cały czas w kryminale. Matka nas kochała (mnie i moje rodzeństwo), ale alkoholizm rządzi się własnymi prawami, o czym też miałem okazję się przekonać. Kiedy ojciec umarł (miał 37 lat), trafiłem w wieku 13 lat do zakładu wychowawczego; byłem tam 5 lat. Po wyjściu z zakładu znowu koledzy, alkohol i więzienie.
Stałem się człowiekiem, który nie miał celu (a może byłem nim cały czas). Nie wiedziałem, kim jestem, nie miałem życiowego kręgosłupa. Ale mimo to w głębi serca szukałem i pragnąłem akceptacji i miłości. Byłem bardzo zagubiony, poraniony. Doszedłem do samego dna. Gdy już czułem oddech śmierci i myślałem, że to już koniec – marnie żyłem i marnie skończę – okazało się, że Bóg miał dla mnie inny plan!
Trafiłem do klubu abstynenckiego, i tak zaczęła się moja historia z Panem Bogiem, choć w tamtym czasie nadal nie wiedziałem, co z sobą począć. Bóg prowadził mnie różnymi drogami. Nie bardzo też wiedziałem, co się dzieje w moim życiu. Po 6 latach w klubie nadszedł kryzys – potworna pustka i niepokój. Szukałem czegoś lub kogoś, by wypełnić tę pustkę. Nie mogłem usiedzieć w miejscu, ciągły bieg za czymś, co wydobywało się z serca. I tak Pan Bóg znanym sobie sposobem skierował mnie na katechezy Drogi neokatechumenalnej. Znalazłem się we właściwym miejscu – czułem to!
Mija już 12 lat, jak jestem we wspólnocie neokatechumenalnej, w Kościele. Niepokój zniknął, pustka również. Dziś, kiedy piszę o tym, widzę, z jaką miłością Pan Bóg dawał mi pewne wydarzenia. Widzę głęboki sens całej swojej historii. Alkoholizm, zakład, ulica – nie są już bezensowne. Widzę, jak mnie kształtowały. Dziś rozumiem, czym jest słabość, odrzucenie, brak akceptacji przez innych. Doświadczenia te nauczyły mnie pokory. We wspólnocie, w Kościele odnalazłem swoją tożsamość, godność, siebie. Dziś jestem innym człowiekiem. Ale wiem, skąd przychodzę i co przeszedłem.
Dwa lata temu Bóg dał mi też żonę; jest razem ze mną we wspólnocie. Widzę, jak Bóg nas prowadzi (żona wróciła do Kościoła po 40 latach tułaczki – również alkoholizm, trzech „mężów”, różne perypetie), jak uczy nas dawać siebie nawzajem, leczy nasze poranienia. Czasem jest naprawdę trudno. Odkrywamy, że nie umiemy wielu rzeczy, a odpowiedzialność za siebie i tą drugą osobę - to są nowe wyzwania, a ile ich jeszcze przed nami...
Odkryłem, że Bóg często przechadza się po śmietniku życia i tam odnajduje takich ludzi jak ja i moja żona, i kocha nas o wiele mocniej, bo wie, że tego potrzebujemy...
Mam córkę, która jest dzieckiem specjalnej troski. Widzę, jakim jest wielkim darem od Boga, ale też widzę, ile jest we mnie ograniczeń. Czasami myślę, że to wszystko, co Bóg daje, często przerasta człowieka. Lecz właśnie to uczy i prowadzi do wiary, bo Bóg stawia wyzwania i uczy swoich dróg.
Dziś wiem, że gdybym poszedł inną drogą, bez Boga nie dałbym rady.

Wacek

Aktualności

Zgromadzenie
Księży Marianów w Polsce
Stowarzyszenie
w USA
Wydawnictwo
Księży Marianów
Sanktuarium
w Licheniu

 

CENTRUM  STOWARZYSZENIA  POMOCNIKÓW  MARIAŃSKICH
ul. Gdańska 6A, 01-691 Warszawa        tel. 0-22 833-74-05; fax: 0-22 833-32-33
e-mail: spm@marianie.pol.pl 

Numer rachunku bankowego:
PKO SA VII/O Warszawa 53-1240-1109-1111-0000-0515-2270