Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich
Linia modlitwy
Pielgrzymki
Spotkania
Publikacje
Bractwo szkaplerzne
Strona główna

Z Niepokalaną
... przyjmujemy zmartwychwstałego Chrystusa   Wiosna 1(49) 2007

Z miłości do ciebie... 

Mam 41 lat, a od dziewiętnastu jestem mężatką. Mam czworo dzieci tu, na ziemi, i jedno w niebie. Nie pracuję zawodowo, zajmuję się dziećmi i domem.
Pochodzę z domu, w którym o Bogu nigdy się nie mówiło. Rodzice wysyłali mnie i moją siostrę do kościoła, ale sami zostawali w domu. Pamiętam, że w dzieciństwie miałam potrzebę wieczornej modlitwy, była we mnie pewna religijność, ale nie czułam bliskości Boga. Ta sytuacja pewnej „schizofrenii” w moim domu i czas dojrzewania doprowadziły do tego, że żyłam z ciągłym pytaniem: czy Bóg w ogóle istnieje, czy obchodzi Go moje życie? Poczucie samotności, potrzeba akceptacji siebie, również swojej grzeszności, sprawiły, że żyłam w ciągłej ciemności, jakby w śmierci. Byłam jak dziecko, które nie ma ojca, jest bez korzeni, nie widzi sensu swojego życia.
Miałam wielu znajomych, rodzinę, byłam dobrą uczennicą, a wyraźnie czułam się nieszczęśliwa. Wydawało mi się, że nikt mnie nie kocha. 

Pan Bóg jest jednak tym, który zaczął mnie szukać. Na zaproszenie kolegi poszłam do pewnego warszawskiego kościoła, gdzie ludzie świeccy z proboszczem tej parafii mówili o Bogu, który kocha grzesznika i nie chce zostawić go w cierpieniu, śmierci. Słowa o Jezusie zmartwychwstałym, który umarł i zmartwychwstał z miłości do człowieka, słyszałam pierwszy raz, i poczułam, że są one do mnie. Zaczęłam chodzić na te spotkania z wielką nadzieją.
Bóg też w tym czasie interweniował konkretnie w moje życie, odbierając mi grzech, który mnie upokarzał. Zobaczyłam, że to, co usłyszałam od tych ludzi, spełnia się w moim życiu. Widziałam, że zmienia się moje myślenie, widziałam, że Bóg jest obecny na co dzień. 
Dzisiaj mam za sobą prawie 20 lat małżeństwa, i wiele doświadczeń, w których był Bóg - dawał jedność, ratował moje małżeństwo z wielu kryzysów. 

Widzę też obecność Boga w moim trudnym macierzyństwie. Wydawało mi się, że ja jestem panią mojego życia i moich dzieci i że to ja będę decydować o wielkości rodziny - wchodząc w małżeństwo, marzyłam o szóstce dzieci. Po drugiej i trzeciej ciąży, podczas których musiałam leżeć do porodu, bo były zagrożone, widziałam już, kto jest reżyserem mojego macierzyństwa, że moje plany zupełnie się walą. W czwartej ciąży odczuwałam lęk - w domu było już troje małych dzieci, a ja od początku ciąży musiałam leżeć. W 21. tygodniu doszło do poronienia. Bardzo cierpiałam i nie rozumiałam tej sytuacji. Bóg nie zostawił nas jednak samych i przyszedł z pocieszeniem. Wiem, że moje dziecko jest już teraz w niebie i wstawia się za nami. Dzisiaj wiem, że to Bóg jest Panem życia i śmierci.
Po kilku latach znów byłam w ciąży. Dziecko urodziło się 3 miesiące przed terminem, w ciężkim stanie „na 1 punkt” w 10-stopniowej skali oceny stanu zdrowia. Po ludzku nikt nie dawał wielkich szans, by nasza córeczka przeżyła i była zdrowa. Lekarze ochrzcili ją zaraz po urodzeniu („cesarskim”). Bóg jednak chciał inaczej niż poprzednio, bo po kilku miesiącach pobytu córeczki w inkubatorze, wielomiesięcznej rehabilitacji, zaczęliśmy mieć nadzieję, że nasze dziecko będzie żyło. Za 2 tygodnie Marysia skończy 12 lat!
Te wszystkie sytuacje, również krzyża, dały mi doświadczyć miłości i bliskości Boga. Mam w sercu ogromną wdzięczność do Kościoła, w którym jest miejsce dla ludzi słabych i grzesznych.

Agnieszka

Aktualności

Zgromadzenie
Księży Marianów w Polsce
Stowarzyszenie
w USA
Wydawnictwo
Księży Marianów
Sanktuarium
w Licheniu

 

CENTRUM  STOWARZYSZENIA  POMOCNIKÓW  MARIAŃSKICH
ul. Gdańska 6A, 01-691 Warszawa        tel. 0-22 833-74-05; fax: 0-22 833-32-33
e-mail: spm@marianie.pol.pl 

Numer rachunku bankowego:
PKO SA VII/O Warszawa 53-1240-1109-1111-0000-0515-2270