Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich
Linia modlitwy
Pielgrzymki
Spotkania
Publikacje
Bractwo szkaplerzne
Strona główna

Z Niepokalaną
... uczestniczymy w życiu świętych   Lato 2(50) 2007

Moje nowe narodzenie / ks. Paweł Naumowicz MIC

            Wciąż mocniej do mnie dociera, że powołanie to droga, której kresem jest niebo. Wciąż lepiej pojmuję, że Bóg jest Panem historii i że On czuwa nad każdą chwilą mego życia. Z każdym rokiem lepiej widzę, jak cała moja przeszłość, wszystkie wydarzenia, tak radosne, jak i smutne, układają się w spójny obraz malowany ręką Boga. Również to, czego kiedyś nie rozumiałem, czego się wstydziłem, co mnie bolało, okazuje się z czasem odpowiednie i potrzebne, abym mógł przejść kolejny etap w drodze ku ostatecznemu zjednoczeniu z Chrystusem.

Urodziłem się w Elblągu, w parafii diecezjalnej. Mam o 6 lat starszego brata. Po I Komunii św. blok, w którym mieszkaliśmy, przyłączono do młodziutkiej parafii mariańskiej, w której zostałem ministrantem. Myśl o powołaniu kapłańskim i zakonnym pojawiała się we mnie i znikała od dzieciństwa. Pragnąłem tego życia, a jednocześnie się go bałem, nie czułem się ani godny, ani zdatny, wynajdowałem wciąż nowe powody, dla których nie powinienem zostać księdzem. Pośród różnych powołań w Kościele widziałem się zawsze tylko w dwóch - albo jako zakonnik i ksiądz, albo jako mąż i ojciec. Jeśli zakonnik, to albo jezuita, albo marianin. Jezuici mi imponowali, a marianów znałem od dzieciństwa. Chciałem oddać swoje życie Bogu całkowicie i do końca. Nie wiedziałem tylko ciągle, gdzie On chciałby mnie mieć.

Po maturze dwóch moich przyjaciół z klasy wstąpiło do marianów. Uznałem, że jak na jedną klasę, to zupełnie wystarczy, ale ciągnęło mnie tak samo mocno do zakonu, jak do małżeństwa. Powiedziałem więc Bogu, że jeśli chce mnie mieć w zakonie, to musi mnie o tym bardzo mocno przekonać. Dałem Mu na to 5 lat i... poszedłem na Politechnikę Gdańską. Studiowałem elektronikę, ale był to też czas niezwykle ważny dla rozwoju mego człowieczeństwa i wiary. Zawiązałem wspaniałe przyjaźnie, które trwają do dzisiaj. Poznawałem Boga, ludzi i siebie samego. Uczyłem się wybierać, decydować, brać odpowiedzialność za swoje życie, zarabiać i wydawać pieniądze. Nawiązywałem i pogłębiałem relacje z rówieśnikami, pracowałem w spółdzielni studenckiej, organizowałem obozy i rajdy dla studentów, ale też lubiłem samotnie wędrować po górach. Dużo się wtedy modliłem, czytałem O naśladowaniu Chrystusa Tomasza A Kempis albo Wyznania św. Augustyna i prosiłem Boga o światło na moje życie i o odwagę kroczenia za Nim. Bóg sam i przez bliskich mi ludzi otwierał moje serce, wyzwalał z lęku i uczył miłości. Po 4 latach studiów nie miałem już wątpliwości, że Bóg ciągnie mnie do marianów.

            Rok później, po obronie pracy magisterskiej, wylądowałem w postulacie w Stoczku Warmińskim. W czasie nowicjatu w Skórcu i 6 lat studiów w seminarium w Lublinie Bóg dalej prowadził mnie drogą swojej miłości i łaski. Przełomem w moim życiu z Bogiem były rekolekcje ignacjańskie. Poznałem i przyjąłem Boga jako mego najlepszego Ojca, a potem pojednałem się z moim ojcem ziemskim (wtedy już nie żył). Przez kolejne lata rekolekcji Bóg powoli rozbijał pancerz mego lęku, a rany leczył łaską. Zobaczyłem, że mogę stanąć przed Nim w całej mojej słabości, jako ktoś, kto sam siebie nie może wyzwolić z grzechów. Ja grzesznik, pozwalałem Bogu, aby mnie dotykał łaską krzyża Chrystusowego i wtulałem się w ramiona najlepszego Ojca. Było to moje powolne nowe narodzenie, w którym przyjąłem całą moją historię jako daną mi przez Boga.

            W sierpniu 1994 r. złożyłem śluby wieczyste, a 3 lata później przyjąłem święcenia prezbiteratu. Podczas 2 lat pracy w duszpasterstwie powołań w Licheniu, przeżywałem wiele radości z bycia z młodymi ludźmi w czasie rekolekcji i obozów. Kolejne 4 lata spędziłem w naszym seminarium w Lublinie jako prefekt braci z pierwszych trzech roczników. Zapał w wierze tych ludzi, tak w powołaniówce, jak i w seminarium, mobilizował mnie do intensywniejszego poszukiwania Boga i nie pozwalał zamknąć się w żadnych schematach. Umocnieniem w czasach próby była zawsze wspólnota.

Pracując szczególnie z najmłodszymi pokoleniami zakonników, widziałem, jak nieustannie wszyscy potrzebujemy pomocy i przewodnika w zakonnej drodze do Boga - aby się nie pogubić, aby przy Bogu wytrwać z wiarą świeżą i mocną. W wielu przypadkach czułem się bezsilny. Tak zrodził się we mnie pomysł zrobienia studiów - po pierwsze, aby samemu bardziej się Boga uchwycić i bardziej się Jemu oddać, po drugie, aby lepiej pomagać tym, którzy pomocy potrzebują i o nią proszą. Przełożony wyraził zgodę na podjęcie przeze mnie studiów z zakresu teologii duchowości na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. We wrześniu 2003 r. znalazłem się w Wiecznym Mieście. Bóg znowu otwierał moje serce i porządkował głowę.

Po półtora roku zostałem wybrany przełożonym prowincji Opatrzności Bożej. Błyskawicznie zakończyłem studia. Tak jak kiedyś w marianach fascynowało mnie zwłaszcza życie we wspólnocie oraz postać o. Odnowiciela Jerzego Matulewicza, tak ostatnio, szczególnie w kontekście oczekiwanej beatyfikacji o. Założyciela Stanisława Papczyńskiego, odkrywam jego osobę i dzieło oraz w sposób zupełnie nowy dostrzegam znaczenie dzieła Niepokalanego Poczęcia dla mego życia, dla Zgromadzenia, dla współczesnego świata. Niezależnie jak daleko odszedłem od Boga, jak głęboko upadłem, Bóg nie odmawia swojej łaski. Wychodzi na drogę i mnie poszukuje, oczyszcza moje rany i namaszcza olejem, podnosi i odziewa w nowe szaty, przytula i całuje, by dopiero na koniec powiedzieć: „Idź, a od tej pory już nie grzesz”. On sam, chce i może uczynić mnie świętym, jak świętą i niepokalaną uczynił Maryję.

            Całe życie jest drogą, na której Bóg formuje nas aż do nieba. Każde wydarzenie, spotkanie, chwila, mają swoje znaczenie i z czasem okazują się nie kresem, lecz kolejnym stopniem, etapem na drodze nawrócenia. Chrystus ciągle mnie wyprzedza i ciągle woła: „Pójdź, pójdź za mną, nie ustawaj, to jeszcze nie koniec, jeszcze wiele mam ci do powiedzenia, do pokazania, ciągle jeszcze wiele przed nami”. A ja ciągle na nowo wybieram i wciąż staram się mówić „tak” na Boże wezwanie.

            W tej wędrówce Bóg prowadzi i wspiera nieustannie swoją łaską przez Eucharystię i inne sakramenty, przez słowo Boże i wspólnotę, ale też bardzo mocno przez kontakt z ludźmi i ich modlitwę. Wciąż lepiej dostrzegam, jak wiele w moim życiu, w odkrywaniu i pełnieniu Bożej woli zawdzięczam modlitwie mojej mamy, rodziny, przyjaciół, wielu bezimiennych, o których może dowiem się dopiero w niebie.

Aktualności

Zgromadzenie
Księży Marianów w Polsce
Stowarzyszenie
w USA
Wydawnictwo
Księży Marianów
Sanktuarium
w Licheniu

 

CENTRUM  STOWARZYSZENIA  POMOCNIKÓW  MARIAŃSKICH
ul. Gdańska 6A, 01-691 Warszawa        tel. 0-22 833-74-05; fax: 0-22 833-32-33
e-mail: spm@marianie.pol.pl 

Numer rachunku bankowego:
PKO SA VII/O Warszawa 53-1240-1109-1111-0000-0515-2270