|
Z
Niepokalaną
... przekazujemy wiarę w
rodzinie Zima 4(52) 2007
Życie Świętej Rodziny / ks. prof. Waldemar Chrostowski
Życie rodzinne niesie ze sobą wiele wymiarów intymności i
dyskrecji. Znaczna część tego, co dzieje się w każdej rodzinie, nie
jest przeznaczona „na wynos” ani na pokaz. Święta Rodzina stała się
miejscem największej Tajemnicy w dziejach ludzkości, jaką jest
misterium poczęcia i życia oraz losu Syna Bożego, który dla nas i
dla naszego zbawienia przyszedł na świat właśnie w rodzinie.
„A Twoją duszę
miecz przeniknie” (Łk 2,35)
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że życie Maryi, Józefa i
Jezusa było wolne od wszelkich trudności, ponieważ oboje Rodzice
sprawowali opiekę nad Dzieckiem najbardziej niezwykłym na świecie.
Ale nie wynika stąd wcale, że nie przeżywali żadnych kłopotów, obaw
czy rozterek.
O pierwszej, na pewno najpoważniejszej próbie, która dotyczyła Maryi
i Józefa, czytamy na początku Ewangelii według św. Mateusza, o
przeżywanych z perspektywy Józefa okolicznościach dziewiczego
poczęcia Jezusa, które autor Ewangelii przedstawia z perspektywy
Maryi. Zwiastowanie w Nazarecie było dla niej źródłem wielkiej
radości, a zarazem niepewności co do tego, jak Józef przyjmie
wiadomość o włączeniu Jej, a tym samym również Obojga, w Boży plan
zbawienia. Dziewicze poczęcie jest czymś tak nieprawdopodobnym,
że odpowiedzią Józefa stało się najpierw postanowienie potajemnego
opuszczenia Maryi, by nie narazić Jej na publiczne zniesławienie.
Dopiero pouczony przez Boga, przyjął Ją i poczęte w Jej łonie
Dziecko. Małżonkowie musieli zachować tę tajemnicę dla siebie,
bo przecież nikt nie przyjąłby ich świadectwa o tym, co się naprawdę
wydarzyło. Dopiero zmartwychwstanie rzuciło nowe światło na to, kim
jest Jezus, zaś ci, którzy w Niego uwierzyli, przyjęli też
świadectwo Maryi o dziewiczym poczęciu.
Niełatwym zadaniem było towarzyszenie Jezusowi w wypełnianiu Jego
ziemskiego posłannictwa, które niosło ze sobą liczne wyrzeczenia.
Roszczenia mesjańskie natrafiły na silny opór mieszkańców rodzinnego
Nazaretu. Początkowo „przyświadczali Mu i i dziwili się pełnym
wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego” (Łk 4,22), ale wkrótce
„unieśli się gniewem, porwali z miejsca i wyrzucili Go z miasta” (Łk
4,29). Bardzo prawdopodobne, że Józef już wtedy nie żył, bo nie ma o
nim wtedy żadnej wzmianki. Nie znaczy to wcale, że poślubiając
Maryję, był mężczyzną w podeszłym wieku, jak sugerowała pewna część
tradycji chrześcijańskiej, która znalazła wyraz w jednej z polskich
kolęd. Możemy się domyślać, że zmarł w sile wieku, wskutek czego
Maryja dość długo pozostawała wdową. Wzmianki o Jej obecności przy
Jezusie spotykamy w Ewangeliach kilkakrotnie, zarówno w relacji o
pierwszym cudzie Jezusa w Kanie Galilejskiej, jak i w relacjach o
pierwszych publicznych wystąpieniach, podczas których pod adresem
Zbawiciela wysuwano ciężkie oskarżenia. Ich ostrze musiało boleśnie
razić serce Jego Matki.
Najtrudniejsze doświadczenia Maryi łączyły się z pojmaniem, męką
i śmiercią Jezusa. Maryja trwała przy Nim do końca. Pod krzyżem
Matka Jezusa stała się Matką wszystkich, którzy w Niego uwierzyli, a
więc Matką Kościoła. Życie rodzinne w Nazarecie stało się swoistym
przygotowaniem do macierzyństwa Maryi względem Kościoła i budowania
przez Nią jedności całej rodziny ludzkiej.
„A Matka Jego
chowała wiernie wszystkie te wspomnienia” (Łk 2,41)
Na takim tle lepiej widać „cud zwyczajności” Świętej Rodziny,
osadzonej w kontekście życia rodzinnego wszystkich ówczesnych
Izraelitów. Józef i Maryja na pewno zatroszczyli się o należyte
religijne wychowanie Syna, które pozostawało w nurcie wychowania i
wykształcenia, jakie wtedy otrzymywali wszyscy chłopcy izraelscy.
Podstawę procesu wychowania stanowiła pamięć, zakorzeniona w „magnalia
Dei”, „wielkich rzeczach”, których Bóg dokonał wobec Izraela. Maryja
wyznała: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 2,49), i na tej
świadomości opierało się na pewno wychowanie Jej Syna.
Ważny obowiązek żydowskich rodziców stanowiło nauczenie syna
sztuki czytania i pisania, także po to, by chłopiec mógł studiować i
komentować Torę. Do tego dochodziły inne elementy wychowania
religijnego, którego ramy wyznaczała tradycja ojców, wśród nich
pielgrzymowanie do Jerozolimy. Te aspekty rozpoznajemy w
epizodzie znalezienia dwunastoletniego Jezusa w świątyni. Czytamy,
że „siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał
pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością
Jego umysłu i odpowiedziami” (Łk 2,46-47). Wiedza, jaką miał
Jezus, oraz Jego gorliwość stanowiły zaskoczenie nawet dla Jego
rodziców. Nie rozumieli wszystkiego, a mimo to przyjęli Boże
plany takimi, jakie względem nich były. Ich wiara została
poszerzona i wzbogacona o wymiar bezgranicznej ufności Bogu, co
przesądzało o charakterze ich życia rodzinnego.
Niewiele pewnego
potrafimy powiedzieć o życiu Rodziny Nazaretańskiej, ponieważ na
pierwszym planie relacji zamieszczonych w Ewangeliach zawsze
znajduje się Jezus, Jego osoba i posłannictwo. Wszystko inne, także
życie rodzinne, było temu podporządkowane. Można powiedzieć, że
najlepsze pojęcie o życiu Świętej Rodzin daje
obserwacja życia dobrej rodziny chrześcijańskiej, bo i w niej
główną zasadę stanowi wierność Bogu i Jego woli objawionej w osobie
Jezusa Chrystusa.
Możemy się domyślać, że pod wieloma względami życie Jezusa oraz
Maryi i Józefa nie różniło się od życia innych rodzin. To, co
nadawało mu wyjątkowy charakter i sens, wynikało ze świadomości, kim
jest Jezus oraz na czym polega Jego szczególna rola i misja w
świecie. Pierwszy aspekt, czyli tożsamość Jezusa, były obojgu
Rodzicom dobrze znane, chociaż wciąż musieli się upewniać, na czym
to konkretnie polega. Co do drugiego aspektu, czyli zrozumienia i
współpracy w zbawczym dziele Syna, istniała potrzeba nieustannej
otwartości z ich strony oraz dojrzewania do coraz pełniejszej
odpowiedzi na niezwykłe powołanie Boże.
|