|
Z
Niepokalaną
...
dziękujemy Bogu za Jego miłosierdzie Wiosna 1(53) 2008
Afrykańskie Triduum Paschalne
/ ks. Ryszard Kusy MIC
Smutek i „wycofanie się duszy” w
okresie Wielkiego Postu ustępują powoli radosnemu oczekiwaniu i
wreszcie radości samej, czystej, w dniu Paschy, wspomnienia
zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. W Afryce ten smutek wyrażany jest
brakiem tańców liturgicznych w czasie niedzielnych mszy świętych;
milczą też tam-tamy i balafony. Ten brak powoduje pewne napięcie i
oczekiwanie na radość wielkanocnego poranka.
Wielki Czwartek gromadzi w katedrze praktycznie wszystkich księży
pracujących w diecezji. Odnowienie przyrzeczeń kapłańskich jest
każdego roku wydarzeniem wzruszającym, powtarzane „chcę” (czy to
będzie rwandyjskie ndabishaka czy też manga dji w języku maka z
Kamerunu), uwięzione na chwilę nad ołtarzem, ulatuje prosto do
nieba. Po liturgii mszy kryzmalnej biskup zaprasza wszystkich księży
na wspólny posiłek. Na popołudniowej mszy świętej uwagę chrześcijan
przyciąga ryt mycia nóg. Mycie – i często całowanie – czarnej stopy
jest doświadczeniem wzruszającym. Woda stopniowo nabiera ciemnego
koloru, gdyż zdarza się, że wybrany „apostoł” przyszedł do kościoła
boso.
W Wielki Piątek rozbrzmiewają ustawione przed kościołem duże bębny,
których smutne, jednostajne bicie zapowiada śmierć. Nie są to rytmy
przypadkowe, gdyż grający posługują się wyuczonym językiem tam-tamów.
Wielki Piątek to dotyk śmierci. Śmierci Zbawiciela.
Śmierć jest nieodłącznym elementem życia człowieka, w każdym miejscu
i czasie. Każda kultura i epoka wypracowała własne, często odrębne
zwyczaje i obrzędy pogrzebowe, związane z wierzeniami poszczególnych
ludów w to, co czeka człowieka po śmierci. Ludy Afryki przywiązywały
wielką wagę do tego wydarzenia. Zwłaszcza w Afryce Zachodniej panuje
przekonanie, że każda śmierć, nawet ta naturalna, ma swoją
tajemniczo-magiczną przyczynę. A już na pewno śmierć osoby ważnej (np.
króla plemienia, szefa wioski), która była „wtajemniczona”, a przez
to „zabezpieczona” przez odpowiednie ryty inicjacyjne. Stąd też
ważnym punktem ceremonii pogrzebowej było oficjalne pytanie o
przyczynę śmierci, które zadawali bratankowie lub zawodowi oratorzy
z klanu zmarłego. A rodzina zmarłego miała obowiązek takiej
odpowiedzi udzielić.
A przed śmiercią? Szef, przeczuwając jej przyjście, czy to z powodu
starości czy choroby, przywoływał do siebie kogoś zaufanego: jednego
lub kilku braci albo najstarszego syna, aby przekazać mu swoją
ostatnią wolę. Mówił jak i gdzie chce być pochowany, kto wydaje mu
się najbardziej godnym odziedziczenia jego władzy i „mocy”, komu z
mężczyzn powierza pieczę nad licznym zazwyczaj potomstwem. Wyjawiał
też, kto jest najprawdopodobniej odpowiedzialny za jego śmierć,
której przyczyną były zawsze czary, czyli złe moce. Tę osobę lub
osoby czekała niechybna śmierć z ręki rodziny zmarłego. Później
przywoływał całą resztę rodziny na ostatnie pożegnanie i udzielenie
błogosławieństwa. Najpierw zwracał się do potomków męskich, spluwał
na ziemię, aby zło poszło do ziemi, po czym pluł w górę, aby je tam
ukierunkować i aby zostawiło jego potomków w spokoju. Dawał całej
rodzinie rady i wskazówki: nie kłóćcie się, nie czyńcie nic złego,
aby zło nie obróciło się przeciwko wam i waszym dzieciom, nie
bądźcie pyszni ani zachłanni, ale hojni, co zapewni wam chwałę i
poważanie. Na koniec zachęcał ich do życia w harmonii i udzielał
błogosławieństwa, aby żyli w pokoju i przyjaźni. W momencie agonii
zaczynano bić w tam-tamy przywołujące z zaświatów zmarłych ojców i
braci, którzy „przychodzili” go zabrać ze sobą. W momencie śmierci -
córki i siostry podnosiły lament i zaczynały opłakiwać zmarłego.
Pozostałe kobiety biegały po wiosce i lamentując ogłaszały, że szef
nie żyje. Mężczyźni lamentowali również i za pomocą specjalnego
tam-tamu śmierci ogłaszali smutną nowinę. Kto tylko mógł przychodził
natychmiast. Wysmarowane białą gliną (w wielu krajach afrykańskich
to kolor śmierci) płaczki w przeszywający sposób wykrzykiwały imię
zmarłego i jego chwalebne czyny. Te żałobne lamentacje wydają się
mieć podwójną rolę: wyrażenie żalu po tak wielkiej stracie ale
również zniechęcenie zmarłego do ewentualnego powrotu pośród żywych.
Podobną rolę miała spełniać dołączana niekiedy do owych lamentacji
„kołysanka”: wyrazić smutek i jednocześnie uśpić na zawsze. Czuwanie
przy zmarłym miało też inny sens, bardziej praktyczny, związany z
wszechobecną wiarą w moc czarów. Lamentujące kobiety czuwały (i
obserwowały się wzajemnie), aby nikt nie wykradł posoki wydostającej
się z ust i nosa trupa, z której przyrządzano niezwykle mocną
truciznę. Strzeżono się też przed dotknięciem nieboszczyka, gdyż
śmiercią można było się „zarazić”. Ważnym elementem ceremonii
pogrzebowych był taniec. Jednym z nich był tzw. esana, taniec
wojenny i pogrzebowy jednocześnie, należący się jedynie szefowi
wioski, w którym wojownicy przypominali jego waleczne czyny,
podkreślając przy tym zwycięstwo rodu nad śmiercią, która odchodziła
razem ze zmarłym. Pozostali uczestnicy pogrzebu siadali w kręgu
przed domem szefa wioski, zostawiając puste miejsce dla duchów
zmarłych, którzy przychodzili po zmarłego i również, niewidzialnie,
uczestniczyli w ceremonii. Zwłoki niektórych wielkich szefów były
składane w lesie na drzewach. Był to rodzaj „pochówku” zarezerwowany
dla wybranych. Wybór drzewa nigdy nie był przypadkowy; wybierano
między czterema drzewami symbolizującymi siłę i powagę, jednym z
nich był baobab. Często ciała ginęły; wierzono wtedy, że szef
zamienił się w ptaka lub zwierzę i że pod ich postacią pojawia się w
wiosce lub że jego duch mieszka w drzewach.
Dzisiaj afrykańscy chrześcijanie, zanurzeni w swej kulturze i,
jednocześnie, zanurzeni w wodach chrztu, próbują zachować w liturgii
niektóre elementy praktyk ich przodków. Są więc tam-tamy, niekiedy
żałobne tańce, niektórzy miejscowi księża, czy nawet misjonarze,
próbują wprowadzać pytanie o przyczynę śmierci Pana Jezusa, podając
odpowiedzi zaczerpnięte z proroctw o śmierci Sługi Jahwe.
„Zniechęcanie” zmarłego do powrotu wśród żywych jest zastępowane
radosnym oczekiwaniem na zmartwychwstanie i ukazanie się uczniom.
Wielka Sobota, z bardzo lubianym rytem ognia i wody, z licznymi
chrztami dorosłych, kończy się śpiewaniem radosnego alleluja,
którego już nie krępuje milczenie instrumentów. Tam-tamy, bębny,
balafony, grzechotki idą w ruch, takze ciała uczestników
wielkosobotniej i niedzielnej, rezurekcyjnej Eucharystii.
Zgromadzeni w kościele chrześcijanie tańcem wyrażają radość ze
zwycięstwa życia nad śmiercią. Radość ze zmartwychwstania Pana
naszego Jezusa Chrystusa!
|