Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich
Linia modlitwy
Pielgrzymki
Spotkania
Publikacje
Bractwo szkaplerzne
Strona główna

Z Niepokalaną
... dla Chrystusa i Kościoła   Wiosna 1(57) 2009

Dla kogo żyjesz? / ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC

Życie bez celu jest wegetacją. Różnie więc określamy sobie cele. Najczęstsze odpowiedzi, które jakby automatycznie się narzucają, to: dla rodziny (ewentualnie można wyróżnić konkretne osoby, jak: dzieci, rodzice, współmałżonek itp.), żeby się zrealizować, dla kariery, dla jakiejś działalności, dla pracy, dla pieniędzy… Można by wyliczać dość długo. W zasadzie wszystkie z tych celów nie są same w sobie czymś złym, niedorzecznym. Jednak każdy z nich charakteryzuje się tym, że jest w jakimś sensie doraźny, kiedyś zostaje osiągnięty lub nie. Dzieci naturalnym biegiem rzeczy odchodzą z domu, „na swoje”, bywa, że współmałżonek umiera, siły z czasem już nie te, żeby działać, pracować… Dobrobyt też nie smakuje aż tak bardzo, jak się marzyło. Kariera (jeśli się ją zrobiło) kończy się, bo – z wyjątkiem niezwykłych odkrywców – raczej o ludziach się zapomina.

            A więc jeśli to wszystko okazuje się względne, przemijające i skończone, to czy życie przestaje być wartościowe? A co mają powiedzieć ci, którzy nie mają szans na wielki czy chociaż malutki sukces, ci, którym życie wydaje się szare i aż do bólu zwyczajne? Czy ich bycie na tym świecie jest pomyłką, kaprysem Boga albo natury? Cóż można powiedzieć o ludziach niepełnosprawnych, dotkniętych chorobą czy takim lub innym nieprzystosowaniem? Czy ich życie jest niepotrzebne, zbędne?...

            Cele, priorytety, jakie sobie wyznaczamy, są obrazem naszego systemu wartości. Dziś w modzie jest bycie silnym, zdrowym, sprawnym, najlepszym. Największym szczęściem jest szczupła sylwetka, a życie nabiera kolorów, kiedy stajemy się posiadaczami nowoczesnej pralki do prania; tak przynajmniej mówią reklamy. Świat czyni nas konsumentami, bezmyślnie czekającymi na nowe środki czystości, kosmetyki, kolejne cuda techniki ułatwiające i przedłużające, i tak kończące się życie. Fałszywej nadziei dodają jeszcze medycy i biolodzy sztucznie tworzący życie w postaci zarodków ludzkich, by je wykorzystać dla przedłużenia nieco życia człowieka, nazywając ten horror działaniem dla dobra ludzkości. A na końcu pozostaje smutek i beznadzieja, samotność pośród mrowia ludzi, którzy bezmyślnie biorą udział w wyścigu szczurów, ślepo pędząc do mety z napisem ŚMIERĆ.

            A gdzie jest Bóg? Czy ma On jeszcze coś do powiedzenia, spychany coraz bardziej na coraz węższy margines, ośmieszany wraz z tymi, którzy w Niego wierzą? A przecież jest On jedyny, który nadaje prawdziwy sens ludzkiemu życiu, bo jest jego Twórcą. Każdy z nas kiedyś, przed czasem, zaistniał w Jego sercu, by otrzymać życie. BÓG NAS CHCIAŁ. CHCIAŁ, ŻEBYŚMY ISTNIELI.

            „Człowiek został stworzony, aby Boga, naszego Pana, wielbił, okazywał Mu cześć i służył Mu - i dzięki temu zbawił duszę swoją. Inne rzeczy na powierzchni ziemi, stworzone zostały dla człowieka i po to, by mu służyć pomocą w zmierzaniu do celu, dla którego został stworzony” – pisze św. Ignacy z Loyoli w Ćwiczeniach duchownych, p. 23.

            Natomiast św. Paweł w Liście do Rzymian jasno wyraża sens ludzkiego życia: „Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana” (14,7-8).

            Dopiero w Bogu można odnaleźć początek i kres ludzkiego życia. Wszystko poza Nim jest tylko drogą ku niebu. Żywa wiara, tzn. taka, która nie ogranicza się jedynie do form pobożności, lecz jest wyznacznikiem naszych wyborów i postaw, pozwala wypełniać codzienne obowiązki wobec świata, bliskich ludzi i siebie rzetelnie i uczciwie, z pełnym oddaniem. Bez Boga człowiek staje się nieludzki. Świat bez Niego jest chaotyczny i zwariowany, a człowiek staje się niewolnikiem bezdusznych mechanizmów. Udręki codzienności i cierpienia prowadzą do depresji i poczucia bezsensu. Człowiek żyjący „dla” i „ze względu” na Boga, ożywiany jest nadzieją. „Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy” – wyjaśnia św. Paweł (2 Kor 4,8n).

            Żyć dla Boga nie oznacza nieustannego przesiadywania w Kościele czy odmawiania niekończących się litanii. Owszem, modlitwa, rozważanie słowa Bożego, sakramenty (szczególnie Eucharystia i sakrament pojednania) są pokarmem i wyposażeniem na drogę, danym przez Boga po to, by człowiek nie ustał podczas wędrówki. To moc dana przez Stwórcę, byśmy umieli przebaczać i zwyciężać zło mocą dobra, byśmy byli solą dla świata. Ten świat, wraz z jego instytucjami, przemija i zmienia się. Tylko Bóg i Jego obietnice są stałe, niezmienne w wierności. Człowiek może rozpoznać i zrozumieć siebie w zwierciadle Bożego słowa. Bo któż lepiej zna dzieło niż sam jego Twórca.

             „Panie, przenikasz i znasz mnie, / Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. / Z daleka przenikasz moje zamysły, / widzisz moje działanie i mój spoczynek / i wszystkie moje drogi są Ci znane. / Choć jeszcze nie ma słowa na języku: / Ty, Panie, już znasz je w całości. / Ty ogarniasz mnie zewsząd / i kładziesz na mnie swą rękę” (Ps 139,2-5).

             W Bogu wszystkie nasze aspiracje, projekty i cele nabierają smaku, koloru, porządku… „Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). Życie staje się niesamowitą przygodą i cudem: po nim, mimo trudów, cierpienia, ale też radości i wzruszeń, odpoczniemy w domu Ojca.

Aktualności

Zgromadzenie
Księży Marianów w Polsce
Stowarzyszenie
w USA
Wydawnictwo
Księży Marianów
Sanktuarium
w Licheniu

 

CENTRUM  STOWARZYSZENIA  POMOCNIKÓW  MARIAŃSKICH
ul. Św. Bonifacego 9, 02-914 Warszawa       tel. 022 6519029,  022 8337405; fax: 022 8333233
e-mail: spm@marianie.pl 

Numer rachunku bankowego:
PKO SA VII/O Warszawa 53-1240-1109-1111-0000-0515-2270