Stowarzyszenie Pomocników Mariańskich
Linia modlitwy
Pielgrzymki
Spotkania
Publikacje
Bractwo szkaplerzne
Strona główna

Z Niepokalaną
... pewną drogą do Boga   Jesień 3(59) 2009

Ziemia wołająca o pokój i przebaczenie / Beata Zajączkowska

Kilkuletni malec ściska rękę swej starszej siostry. Wpatrując się w błyszczący na tle wulkanów posąg Założyciela marianów, modlą się: „Padiri Stanislasi, chcemy chodzić do szkoły”. Obdarte koszuliny świadczą o ogromnej biedzie. Wokół gliniane chaty w bananowych gajach. I prosta wiara ich mieszkańców.

            Kiedy ćwierć wieku temu do Rwandy wyruszali pierwsi marianie, nikt chyba nie przypuszczał, że będzie to aż tak trudna misja i że szybko jej istnienie stanie pod znakiem zapytania. Marianie zostali zaproszeni do Afryki ze względu na Niepokalaną. Myślano o otwarciu sanktuarium maryjnego. Owo leżące u podstaw misji pragnienie wciąż pozostaje niezrealizowane. Minione lata nie są bynajmniej czasem porażki. Pan Bóg uczył cierpliwości. Pokazywał, że decyzje, które na początku wydawały się zupełnie niezrozumiałe, czy wręcz nie do przyjęcia, po latach okazały się opatrznościowe.

            W 1994 r. wybuchł w Rwandzie dramat ludobójstwa. Naocznymi świadkami mordów byli misjonarze mariańscy. W ciągu następnych lat wojny wielokrotnie sami musieli uciekać. Z narażeniem życia ratowali, przed śmiercią głodową i chorobami, ludzi chroniących się w obozach dla uchodźców. Te miejsca nędzy i ludzkiego cierpienia stawały się miejscem ich walki o godność człowieka. Kiedy po jednej z ewakuacji marianie wrócili do Mwange, zastali zrabowany swój dom zakonny i biegające po wiosce dzieciaki poubierane w ukradzione ornaty. Z kaplicy dobiegał jednak głos modlitwy; mieszkańcy wspólnie odmawiali różaniec…

            Jednym z najbardziej przesiąkniętych krwią miejsc w Rwandzie jest Kibeho. Zginęły tam  najpierw tysiące Tutsi, a w następnych latach w walkach, o których wciąż nie można mówić, Hutu. W tym miejscu niebo zetknęło się z piekłem. Właśnie tam na kilkanaście lat przed ludobójstwem objawiła się Maryja. Przyszła jako Matka Słowa. Wzywała do nawrócenia i przestrzegała, że jeśli świat się nie nawróci, zboczami w Kibeho popłyną rzeki krwi. Tak się też stało. W tym miejscu powstało Centrum Formacji Maryjnej. Góruje nad nim olbrzymia figura Pana Jezusa Miłosiernego. Jak podkreśla kierujący ośrodkiem ks. Leszek Czeluśniak MIC, Maryja zawsze prowadzi do Chrystusa, stąd figura, ponadto, jak dodaje ks. Leszek, mało jest zakątków na świecie, które tak bardzo potrzebują Bożego miłosierdzia jak Rwanda. Modlą się tam pielgrzymi udający się do sanktuarium w Kibeho, a także ludzie przybywający na rekolekcje z całego Regionu Wielkich Jezior, wciąż trawionego konfliktami zbrojnymi i borykającego się z wieloma problemami. W Kibeho - zgodnie z charyzmatem marianów - zanoszona jest szczególna modlitwa za zmarłych. Ma ona tam wyjątkowy charakter. W jednym ze swych objawień Maryja zachęcała jedną z widzących właśnie do szczególnej modlitwy w tej intencji. Rwanda jest krajem, gdzie nie ma rodziny, której nie dotknąłby dramat ludobójstwa. Nie ma też rodziny, która nie nosiłaby w głębi serca wojny. Jest to ziemia wołająca o pokój i przebaczenie.

            Kiedy Marta Robin, mistyczka i założycielka Ognisk Miłości, chciała, by jedno z nich powstało w Rwandzie, kraj ten był ubogi, ale spokojny. W Kraju Tysiąca Wzgórz żyli razem ludzie z plemienia Tutsi i Hutu, zakładali nawet między sobą rodziny. Wszystko to zostało zniszczone wraz ludobójstwem. Dziewczęta pracujące w ośrodku, straciły całe rodziny. W codziennym życiu musiały przerobić trudną lekcję z przebaczenia. Teraz pomagają pokonać traumę wojny tysiącom ludzi, którzy przyjeżdżają do Centrum Formacji Maryjnej. Stało się ono „duchowym rajem”, w którym wielu Rwandyjczyków po raz pierwszy potrafiło uporać się ze swym cierpieniem i noszoną  w sercu nienawiścią. Centrum od wielu lat kierowane jest przez ks. Zdzisława Żywicę MIC. Posługa ta sprawia, że misja mariańska w Rwandzie nabiera szczególnego charakteru.

            Gdyby o. Stanisław Papczyński zjawił się teraz w kraju Tysięcy Wzgórz, pewnie zakasałby rękawy i wziął się do roboty. Rwanda przypomina ówczesną Polskę. Szerzy się bieda, niesprawiedliwość, głębokie podziały społeczne i wszechobecny strach przed tymi, którzy mają władzę. Stąd praca parafialna marianów w Nyakinamie ma szczególną wagę, różni się jednak zdecydowanie od polskich realiów. Liturgia i katecheza to tylko ułamek posługi misyjnej. Rwandyjczycy przychodzą do misjonarzy ze wszystkim: proszą o pieniądze na naukę dla dzieci czy na leczenie; przychodzą, gdy nie mają co jeść lub gdy walą się ich gliniane chaty pokryte bananowymi liśćmi. Odzwierciedla to naturę Ruandyjczyka, ale i pokazuje realia, w jakich żyją.     Nyakinama jest ubogą wioską. „Można nawet powiedzieć, że im bardziej bogaci się stolica i większe miasta, tu bieda zaczyna jeszcze bardziej doskwierać – mówi proboszcz Nyakinamy, ks. Ryszard Kusy MIC. Będąc z ludźmi, trudno pozostać na to obojętnym”.

            Przyklejonych do zbocza góry stoi kilka chat. Bananowe liście, z których są zrobione, sczerniały od słońca. Mieszkają tu Pigmeje. Mimo postępu cywilizacyjnego plemię to wciąż uważane jest za gorszy gatunek ludzi. Trudno znaleźć czarnego księdza, który chciałby z nimi pracować. Misje to codzienne bycie z ludźmi i dla ludzi. Misjonarz rozdaje mydło i czyste ubrania. Za chwilę jednak echo niesie po górach słowa modlitwy Ojcze nasz odmawianej w lokalnym języku kinyarwanda.

Aktualności

Zgromadzenie
Księży Marianów w Polsce
Stowarzyszenie
w USA
Wydawnictwo
Księży Marianów
Sanktuarium
w Licheniu

 

CENTRUM  STOWARZYSZENIA  POMOCNIKÓW  MARIAŃSKICH
ul. Św. Bonifacego 9, 02-914 Warszawa       tel. 022 6519029,  022 8337405; fax: 022 8333233
e-mail: spm@marianie.pl 

Numer rachunku bankowego:
PKO SA VII/O Warszawa 53-1240-1109-1111-0000-0515-2270