|
Z Niepokalaną
... bądźmy
świadkami miłości Lato
2(62) 2010
Bóg o mnie walczył
/ ks. Grzegorz Reiss MIC
Pierwsze myśli o kapłaństwie pojawiły się w dzieciństwie. Wróciły
ponownie pod koniec szkoły średniej, kiedy to moją szkołę odwiedzili
jezuici. Zobaczyłem w nich autentyczną radość i szczęście.
Pewnego dnia przyszedł do mojej klasy jeden z nich, by zaprosić nas
na spotkania modlitewne. Poszedłem. Nieraz zdarzało się, że z
powrotem wracałem na piechotę (ok. 10 km), rozmyślając nad swoim
życiem. W klasie maturalnej Bóg dawał mi wiele znaków przez różnych
ludzi. W tym czasie dużo myślałem o życiu zakonnym i kapłaństwie.
Jednakże równie mocno pociągało mnie małżeństwo i założenie rodziny.
Postanowiłem pójść na studia, by dać sobie czas na rozeznanie drogi
życiowej. Nie mogłem się tam jednak odnaleźć, przerwałem je.
Już wcześniej dużo słyszałem o Licheniu, a Maryja
zawsze była mi bliska. Pojechałem więc na pielgrzymkę prosić
Maryję, aby pomogła mi dokonać właściwego wyboru. Tam, przed
cudownym obrazem, gorliwie się modliłem. Powiedziałem również o
moich pragnieniach i rozterkach w konfesjonale. Ksiądz odesłał mnie
do duszpasterza powołań. Tak zaczęła się moja przygoda z
marianami. Otrzymywałem od nich listy, świadectwa powołań,
zaproszenia na rekolekcje. Nie mogłem się jednak zdecydować,
czułem się zbyt wielkim grzesznikiem. Poszedłem do pracy i ponownie
podjąłem studia. Stawałem się letni, zaniedbywałem modlitwę.
Czułem się rozdarty, grzeszny, pozostawiony przez Boga. Trudne
doświadczenia, które spadały na mnie w tym czasie, załamywały mnie.
A Bóg o mnie walczył. Mocowałem
się z Nim i ja, jak biblijny Jakub. Wołałem do Niego, żeby mi
pomógł, jeśli istnieje. Powoli
kruszył moje twarde serce. Szukałem Go w modlitwie i w
pięknie przyrody. Znów stawał mi się bliski.
Znalazłem pracę w Rzeszowie. Mieszkałem z osobami o
różnym światopoglądzie, dużo rozmawialiśmy, także o Bogu i wierze.
Wstąpiłem do Odnowy w Duchu Świętym. Poznałem tam ludzi, którzy
zachwycili mnie wiarą, którzy naprawdę żyli Bogiem. Pochłonięty
Bożą miłością, coraz mocniej Go szukałem. Pokochałem Pismo św.
To właśnie słowo Boże mówiło mi: „Pójdź za mną”,
„Nie lękaj się”. Zacząłem
także w tygodniu chodzić na Mszę św. Już wiedziałem, że Tym, który
daje prawdziwe szczęście, jest Bóg. Zdecydowałem, że
wstępuję do marianów. I tu znowu zaczęły się „schody”: propozycja
awansu w pracy, dziewczyna, która mi się podobała, a ja jej. I znów
pytania: „Czego, Panie, ode mnie chcesz?”. Odpowiedź znalazłem jak
zwykle w Biblii: „Nie wyście mnie wybrali, ale Ja was wybrałem”,
„Jeśli chcesz… pójdź za mną”. Wiedziałem, że będę szczęśliwy
tylko wtedy, gdy pójdę za Jego głosem. Uwierzyłem Mu. Wstąpiłem
do marianów.
Dziś wiem, iż ta wspólnota zakonna jest mi dana od Boga
oraz że w niej i przez nią mam realizować moje powołanie do
świętości. |